Teorie de Selby'ego Okruchy biograficzne Teorie z zaświatów

Łańcuch translacyjny

DE SELBIANA

"Przyjemność z lektury jednej stronicy pióra de Selby'ego polega na tym, że czytelnik nieuchronnie dochodzi do radosnego przekonania, iż sam wcale nie jest największym głupcem."

du Garbandier

Inspirator, Patron i Sponsor (?) Brian O'Nolan

Strona ta poświęcona jest ideom nawiązującym do myśli zapoznanego geniusza wszechnauk de Selby'ego.

ATTENTION! If You want help, try to translate the texts, inspired by de Selby. You can also send other articles about the life and thoughts of de Selby. Thank You!

Mail

Reinkarnacja

De Selby jak wielu wielkich myślicieli przeżywał okres fascynacji duchowością Wschodu. W "Albumie wiejskim" można odnaleźć niewielki ślad tych zainteresowań w rozdziale poświęconym wyjaśnieniu zjawiska nocy jako zagęszczenia zanieczyszczeń (więcej: "Noc i sen"). W skrajnej wersji swojej teorii de Selby uznał, że nocny smog nie powoduje, jak początkowo przypuszczał, zasłabnięcia nazywanego powszechnie snem, ale przynosi śmierć przez uduszenie (więcej: "Niezmiennik DS"). Przebudzenia de Selby uznał za przejaw reinkarnacji, która od klasycznej różniła się intensywnością, wszak powtarza się każdego poranka.

Olbrzymie kałamarnice

Zdjęcie to ma przedstawiać kaszalota pomniejszonego przez ciśnienie na głębokości 3000 m (sążni?). Są poszlaki wskazujące na to, że to ta fotografia - pochodząca z jednego z irlandzkich śródlądowych pubów - mogła zainspirować Wielkiego Przyrodnika do obalenia teorii olbrzymich kałamarnic. Ocenę wiarygodności rzekomego dowodu pozostawiamy czytelnikom.

Przesiadując w pubie, oczywiście w celu przeprowadzania poważnych badań socjologicznych, de Selby usłyszał opowieść o kryjących się w głębinach oceanicznych olbrzymich kałamarnicach. Nikt dotąd tych tajmniczych stworów nie oglądał, a ich wielkość oceniano pośrednio na podstawie wielkości blizn, jakie zmierzono na cielskach złowionych kaszalotów. Rzekomo ci oceaniczni smakosze potrafią na jednym oddechu zanurkować na setki metrów, gdzie staczają śmiertelne pojedynki z gigantycznymi kałamarnicami, których straszliwe macki potrafią zadawać okrutne rany.

De Selby zainspirowany opowieścią stworzył własną hipotezę. Opierając się na powszechnie znanych prawach fizycznych wykazał, że panujące na dużej głębokości ciśnienie spowoduje skurczenie się drapieżnego wieloryba do niewielkich rozmiarów. Po zwycięskiej walce z dorównującą mu rozmiarami kałamarnicą, Wielki Przyrodnik oszacował jej wielkość na około 20 cm, syty, lecz poraniony kaszalot powoli wynurza się odzyskując pierwotne wymiary. Niestety rany na jego cielsku wzrastają proporcjonalnie, stąd później pozostają po nich wielkie blizny.

W swoim niejasnym komentarzu du Garbandier stwierdza, że przyswojenie sobie elementarnych wiadomości z fizyki nie uprawnia jeszcze nikogo do wypowiadania się na każdy dowolny temat. Natomiast Kraus entuzjastycznie odniósł się do teorii de Selby'ego. Co więcej, postanowił uzupełnić dywagacje Wielkiego Fizyka skomplikowanymi obliczeniami matematyczno-fizycznymi. Skonfudowany tym wszystkim Hatchjaw zasugerował, że teorię de Selby'ego należy potraktować jako żart, wszak narodziła się w pubie. Równocześnie zgromił Krausa zarzucając mu złośliwą i podstępną próbę zdyskredytowania de Selby'ego przez rzekome potwierdzenie teorii jakimiś absurdalnymi obliczeniami. Le Fournier analizując dotychczasowy przebieg polemiki prasowej, poruszył odwieczny problem dosłownej czy alegorycznej interpretacji dzieł Wielkiego Balistyka, niestety kwestia ta pozostała nierozwiązana. Kraus nie angażując się bezpośrednio w dyskusję wzmocnił swoje argumenty publikując suplement, w którym wyprowadził uprzednio zastosowane wzory z równań Einsteina. Le Clerque w swojej książce "Uzupełnienia i analizy" zacytował fragmenty wspomnień przyjaciela Hatchjawa, niejakiego Harolda Barge: "Tylko ciężkie przeziębienie, które przykuło Hatchjawa do łóżka na długie dwa tygodnie, powstrzymało go przed natychmiastową podróżą do Hamburga i ostatecznym rozprawieniem się z tym "wrogiem ludzkości", jak nieodmiennie nazywał Krausa".

Stan nadkoncentracji

De Selby wielokrotnie utyskiwał na męczące ślęczenie nad książkami. Nic dziwnego, że entuzjastycznie przyjął informacje na temat sztuki szybkiego czytania. Szybko zapoznał się z kilkoma poradnikami dotyczącymi tej tematyki. Uznał, że przedstawione tam metody nie są w pełni zadowalające i postanowił opracować własną. Wyniki swoich prac przedstawił w broszurze pod skromnym tytułem "Szkoła najszybszego czytania". Niestety, tępi wydawcy nie potrafili docenić geniuszu Myśliciela i nie zdecydowali się na wydanie przełomowej dla nauki i edukacji pracy. De Selby wydał na własny koszt 100 egzemplarzy broszury, niestety żaden nie zachował się do naszych czasów. Nieliczne wzmianki rozproszone w innych dziełach Uczonego pozwalają zrekonstruować jedynie niektóre elementy metody "najszybszego czytania". De Selby postulował, by przed przystąpieniem do lektury wprowadzić umysł w stan "nadkoncentracji". Po osiągnięciu tego stanu wystarczy przeczytać kilka zdań z wybranej książki, by "uświadomić" sobie treść całego dzieła. W następnym etapie metoda ta pozwala po przeczytaniu kilku zdań z dowolej książki wybranego autora przyswoić sobie treść wszystkich jego dzieł. Niestety, de Selby nie sprecyzował sposobu osiągania stanu "nadkoncentracji". Złośliwy jak zwykle du Garbandier stwierdził, że kilkadziesiąt pozostawionych przez Mistrza niezapłaconych rachunków za whisky wyraźnie wskazuje na sposób wchodzenia de Selbyego w stan "nadkoncentracji". Hatchjaw odpowiedział, że te rzekomo niezapłacone rachunki muszą być sfałszowane, ponieważ "powszechnie wiadomo, że de Selby słynął w całej okolicy z pędzenia doskonałej whisky".

Astronomia de Selby'ego

De Selby uznał, że aby opracować teorię ruchów ciał niebieskich wystarczy obserwacja światła elektrycznego oświetlającego wieczorem jego pokój. Uczony poszedł jednak dalej: po serii eksperymentów z włączaniem i wyłączaniem światła doszedł do wniosku, że zmiany dnia i nocy zależą od woli podmiotu obserwującego (czyli od jego woli). Kolejne próby potwierdziły tę hipotezę dla jego pokoju jako układu odniesienia. Jeśli znamy odwagę de Selby'ego, nie zdziwi nas jego następny krok, mianowicie sprawdzenie dotąd niezawodnej teorii dla całej Ziemi jako układu. Jak notuje du Garbandier - dość powściągliwie jak dla niego - w tym wypadku wyniki nie do końca potwierdziły wysuniętą wcześniej hipotezę. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że nasz Myśliciel na tym poprzestanie. Wystarczyła genialnie prosta poprawka do teorii, aby cały ten - nie wahajmy się nazwać go "kopernikańskim" - przewrót naukowy stanął znów na nogach. Otóż de Selby akty swojej woli dotyczące wschodów i zachodów Słońca dostosował do godzin umieszczonych w powszechnie znanych kalendarzach ściennych z kartkami dziennymi. Odtąd eksperymenty potwierdziły w 100% słuszność teorii niebieskiej de Selby'ego.

Polonica deselbiańskie

Podobno de Selby miał okazję spotkać licznych emigrantów zarobkowych z Polski. Te przypadkowe kontakty stały się dla Badacza materiałem do dociekań naukowych. De Selby zauważył, że Polaków można podzielić na dwie grupy: osobników pozytywnych oraz osobników negatywnych. Prawdopodobnie pod wpływem informacji o odkryciu antymaterii, de Selby wysunął hipotezę, że po podaniu ręki osobnikowi pozytywnemu przez osobnika negatywnego następuje anihilacja i wydzielenie czystej energii. Konsekwencją takich zdarzeń byłoby całkowite wyludnienie Polski. Na szczęście zgodnie z teorią fizyczną de Selby'ego występuje wyraźna asymetria między pozytywnymi a negatywnymi Polakami. Ocenił, że w populacji występuje 99,99% osobników jednego rodzaju, a więc anihilacja grozi jedynie niewielkiej grupie. Nie zachowała się informacja, która grupa przeważa w populacji. Kraus twierdzi, że brak tej informacji świadczy o celowej dywersji polskich robotników zatrudnionych w drukarni publikującej dzieła Myśliciela.

De Selby - społecznik

Du Garbandier ujawnił fragmenty nieznanego dotąd dzieła de Selby'ego, którego barokowy tytuł można oddać w przybliżeniu jako "10 nieznanych sposobów na wyłudzenie renty lub innych świadczeń społecznych na podstawie wybranych paragrafów Ustawy o Ubezpieczeniach Społecznych Dz. U. nr ... z dalszymi poprawkami wraz z przykładami ich skuteczność barwnie ukazującymi". Próby okazały się początkowo skuteczne, tym bardziej że Uczony występował pod różnymi nazwiskami. Według du Garbandiera niektóre z tych pseudonimów to: Hatchjaw, Le Clerque, Kraus, Garbandier, O'Brien. Jednak przy próbie uczciwego i prawnego uzyskania odpowiednich świadczeń de Selby poniósł porażkę i został zdemaskowany. Całą tę akcję wykorzystał Garbandier, aby ukazać Mędrca w jak najgorszym świetle. Jego przypuszczenie, że kombinacje de Selby'ego dowodzą jego polskich korzeni, poważne środowiska naukowe przyjęły z oburzeniem. Ambasada Polska w Berlinie złoży wkrótce stosowny protest.

Rynsztunek Hatchjawa

Niektórzy przyjmują, że potężny rynsztunek Hatchjawa rzekomo skierowany przeciw tajemniczemu Krausowi był w rzeczywistości zestawem instrumentów naukowych. Jak wiadomo de Selby był wybitnym balistykiem, jednak pozostawione przez niego notatki z tej dziedziny - rzecz oczywista - podlegają różnym, często sprzecznym interpretacjom. Hatchjaw zerwał z opartymi na spekulacjach badaniami wymyślonej rzekomo przez de Selby'ego genialnej broni - postanowił po prostu wypróbować różne jej systemy. Podziwu dla Hatchjawa nie może zmącić podnoszony przez Garbandiera fakt, że metoda losowego doboru materiału badawczego w tej dziedzinie oraz zamiar użycia go wobec innego uczonego są karygodne z punktu widzenia warsztatu i etyki naukowca.

Skala IQ

Podobno w jednej z zaginionych broszur de Selby przedstawił koncepcję nowej skali IQ. Postanowił rozszerzyć istniejącą skalę o wartości ujemne. Na podstawie opracowanych przez siebie testów stwierdził, że jego IQ wynosi minus 160 i świadczy o "specyficznym geniuszu". Jak zwykle złośliwy du Garbandier sugeruje, że wprowadzenie nowej skali wynikało z fatalnego wyniku, jaki uzyskał de Selby w tradycyjnym teście. Potwierdzeniem tego mają być wspomnienia niejakiego Blooma, który sprzedał standardowy test de Selby'emu. Przy ponownym spotkaniu Bloom miał być obrzucony stekiem wyzwisk i oskarżony przez de Selby'ego o handel fałszywymi i wadliwymi testami. Natomiast Kraus stwierdził, że przyczyną nieporozumienia był błąd drukarski i zamiast minus 160 de Selby uzyskał wynik pierwiastek z minus 160. Powściągliwy Le Clerque odnosząc się do całej sprawy, zapisał: "niektóre komentarze więcej mówią o charakterze ich autora, niż o przedmiocie dyskusji".

Przyczynek do teorii skrzyni wodnej

Bassett wysunął przypuszczenie, że słynna "skrzynia wodna" de Selby'ego służyła do rozcieńczania wody do takiego stanu, w którym mogła ona pochłaniać "czarne powietrze" odpowiedzialne, jak wiadomo, za ciemności nocy. Stąd pomysł de Selby'ego, by lampy i żarówki zastąpić butelkami zawierającymi odpowiednio rozcieńczoną wodę pochłaniającą mrok. Powszechne wdrożenie wynalazku Uczonego mogło uchronić świat przed skutkami kryzysu energetycznego. Niestety, bezduszne służby miejskich wodociągów przerwały te epokowe eksperymenty, odcinając Badaczowi dopływ wody. Pretekstem do takich szykan było rzekome zużycie przez de Selby'ego wody w ilościach przemysłowych oraz uchylanie się od płacenia rachunków. Podobno do tych wydarzeń odnosi się słynna sentencja Mistrza: "Aby układać rury, trzeba mieć ogląd całej rzeczywistości". Le Fournier twierdził, że eksperymenty de Selby'ego były pierwszą próbą przeprowadzenia syntezy jądrowej w warunkach domowych.

Niezmiennik DS

Opracowując drzewo genealogiczne swojej rodziny, de Selby przeprowadził kwerendę w lokalnym archiwum oraz zwiedził kilka okolicznych cmentarzy. Na podstawie przeprowadzonych badań Uczony wysunął śmiałą tezę, że każdy musi umrzeć. Zasada ta została później nazwana przez komentatorów niezmiennikiem de Selby'ego (niezmiennik DS) i zyskała w powszechnej opinii wielkie uznanie. Jedynie drobiazgowy Le Fournier wskazywał, że istnieją jednak wyjątki jak Henoch czy Eliasz. Zachwycony przenikliwością de Selby'ego Hatchjaw przypomniał Le Fournierowi, że jak powszechnie wiadomo wyjątki potwierdzają regułę. Złośliwy du Garbandier stwierdził, że prawdziwie zdumiewającym wyjątkiem jest Hatchjaw skoro w banalnym stwierdzeniu, że każdy umiera, dostrzegł genialność myśli. W odpowiedzi Hatchjaw zasugerował, że nie ma sensu zajmować się komentarzami niejakiego du Garbandiera, który jak wiadomo nie istnieje, a za jego nazwiskiem ukrywa się "ten intrygant i zakała ludzkości Kraus". Le Clerque zauważył, że zagadnieniem powszechnej śmiertelności zajmował się już słynny filozof Willard van Orman Quine, który zaproponował "makabryczny" eksperyment myślowy, zgodnie z którym nawet osobnik empirycznie sprawdzający śmiertelność wszystkich ludzi nie mógłby sprawdzić samego siebie, a następnie potwierdzić postawioną tezę (Patrz: Willard van Orman Quine, Granice wiedzy, tłum. B. Stanosz, "Literatura na świecie" nr 5/1984, s. 310). Podsumowując dyskusję Kraus zacytował słynną sentencję de Selby'ego: "Każdy dąży do ideału, każdy w końcu przestanie się ruszać".

Mikroświat

De Selby zainspirowany odkryciami kolejnych mikrocząstek, postanowił wykazać doświadczalnie istnienie cząstki najmniejszej, roboczo nazwanej subatomem. Prawdopodobnie eksperyment został przeprowadzony, natomiast nie zachowały się opisy tych badań. Hatchjaw twierdzi, że w jednej z lokalnych bibliotek natknął się na kartę katalogową broszury de Selby'ego noszącej znaczący tytuł "Prawdziwa Fizyka". Niestety okazało się, że książka została wypożyczona przez niejakiego Muddy'ego i nigdy nie zwrócona (podany adres wypożyczającego okazał się fałszywy). Przenikliwy Le Fournier wskazał miejsce w "Albumie wiejskim", gdzie Wielki Przyrodnik przy okazji omawiania zasad pielęgnacji krzewów, mimochodem stwierdza: "prześwietlanie krzewów pozwala uzyskać doskonały materiał do badań mikrocząsteczek". Kraus przejęty tymi informacjami postanowił odtworzyć przebieg doświadczeń Wielkiego Fizyka. Brawurowo połączył cytowany przez Le Fourniera fragment z odległymi o kilka akapitów rozważaniami de Selby'ego na temat skutków skaleczeń scyzorykiem. Według Krausa Wielki Analityk miał za pomocą scyzoryka dzielić gałązki, aż do uzyskania pojdynczych atomów. Ostatecznie dociął się do niepodzielnych subatomów. Niedoskonałość zastosowanych narzędzi badawczych spowodowała, że w trakcie przeprowadzania swojego epokowego doświadczenia de Selby doznał licznych skaleczeń. Znana wszystkim meandryczność myśli Wielkiego Odkrywcy spowodowała, że natychmiast zapomniał o problemach mikroświata i z pasją zajął się badaniami z zakresu medycyny stosowanej. Tak powstał słynny fragment "Albumu wiejskigo", w którym opisał 100 sposobów opatrywania pokaleczonych palców. Le Clerque po zapoznaniu się z artykułem Krausa błyskawicznie wysłał depeszę ostrzegawczą do Harolda Barge'a - przyjaciela Hatchjawa. Zasugerował, że Hatchjaw uzna twierdzenia Krausa za ośmieszające Wielkiego Filozofa. Może to negatywnie wpłynąć na stan zdrowia przepracowanego Hatchjawa. De Barge nie wahał się podjąć zdecydowanych działań, by uchronić swojgo przyjaciela przed bezczelnymi łgarstwami Krausa. Podczas klubowego spotkania, na którym miał być odczytany i analizowany nowy artykuł Krausa, symulując niezręczność, wylał na tekst kawę. Następnie próbując wysuszyć kartki przy kominku, doprowadził do ich spalenia. Zdenerwowanie Hatchjawa łatwo załagodził zapewniając, że artykuł musiał być błahy skoro du Garbandier nie poświęcił mu ani słowa w swej stałej rubryce opisującej nowe deselbiana.

Dźwiękowy design

De Selby posiadał wyjątkowy zmysł praktyczny i nieustannie udoskonalał przedmioty w swoim otoczeniu. Spostrzegł, że w swoich domach narażeni jesteśmy codziennie na liczne nieprzyjemne odgłosy np. skrzypienie zawiasów, bulgotanie rur czy szuranie kapci. Postanowił udoskonalić przedmioty ze swojego otoczenia tak, by wydawały odgłosy przyjemne dla ucha. Rozpoczął od młotka, który jak wiadomo był jego podstawowym narzędziem badawczym. Do wbijania gwoździ w ścianę zastosował młotki o różnych masach, kształtach i długościach trzonków. Doskonale rozwijające się badania zostały gwałtownie przerwane w wyniku zawalenia się ściany, w którą de Selby wbił już setki rozmaitych gwoździ. Szczęśliwie była to ściana działowa i jej zniszczenie nie spowodowało katastrofy budowlanej. Po usunięciu gruzu de Selby odkrył, że połączenie sypialni z kuchnią jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Rozpoczął też od razu rozwijać nowatorskie projekty budynków (patrz:"Domy"). Nowa pasja badawcza spowodowała, że nie powrócił już do swej genialnej koncepcji designu dźwiękowego.

Przeciw karze śmierci

Hatchjaw poszukując śladów działania de Selby'ego, natrafił na stenogramy zebrań lokalnego oddziału Towarzystwa Popularyzatorów Nauki i Wiedzy. Jedno z zanotowanych tam wystąpień Uczonego odnosiło się do dyskusji na temat kary śmierci. Dyskusja była bardzo burzliwa, jednak de Selby nie wykazywał przez długi czas żadnej aktywności. Mogło to wynikać ze znanej wszystkim przypadłości nagłego zasypiania. Jednak pod koniec spotkania Filozof wystąpił z krótkim oświadczeniem, w którym nie tylko, "co oczywiste", potępił karę śmierci, ale również wyraził protest wobec "oburzającego folgowania morderczym skłonnościom w literaturze, filmie, a szczególnie w tym piekielnym wynalazku - grach komputerowych. Producentów tych gier należy likwidować!". Du Garbandier wyraził uznanie wobec humanitaryzmu Myśliciela i dodał, że słowa de Selby'ego szczególnie powinien wziąć pod rozwagę sam Hatchjaw, który w zapale polemicznym nieraz posunął się do gróźb fizycznego unicestwienia swoich oponentów, zwłaszcza Krausa. Hatchjaw w odpowiedzi przytoczył jedną z sentencji Myśliciela: "Zawsze nie zgadzaj się z własną wypowiedzią".

O nieistnieniu

Według Hatchjawa przełomowym dokonaniem de Selby'ego w nauce było rozpoczęcie badań nad "nieistnieniem". De Selby wyniki swoich prac miał podobno zamieścić w opus magnum swojej twórczości, czyli legendarnej "Księdze". Jak wiadomo zapisy w tym dziele są zaszyfrowane i jak dotąd opierają się próbom jednoznacznego odczytania. Analizy odnoszące się do "Księgi" przekroczyły już ponad dziesięciokrotnie jej objętość, co złośliwie skomentował du Garbandier: "Dużo trzeba wylać atramentu, by stwierdzić, że kałamarz jest pusty". Le Fournier odnosząc się do tezy Hatchjawa, zwrócił uwagę, że zajmowanie się "nieistnieniem" jest sprzeczne z dotychczasową tradycją naukową wywodzącą się już od Parmenidesa, który wykluczył możliwość poznawania nieistniejącego. Jak zwykle bezpardonowy du Garbandier zażądał podania przykładu potwierdzającego, że de Selby rzeczywiście zbadał coś nieistniejącego. Zirytowany Hatchjaw odpowiedział, że wcale nie potrzebuje odwoływać się do Wielkiego Myśliciela, by wskazać taki ewidentnie nieistniejący byt - jest nim sam du Garbandier: "Wszyscy doskonale wiedzą, że pod tym pseudonimem ukrywa się ten wredny mąciciel - Kraus". Bassett postanowił raz na zawsze uciąć spekulacje dotyczące tożsamości du Garbandiera i zaproponował zorganizowanie Wielkiego Otwartego Kongresu Deselbiańskiego, na którym WSZYSCY mogliby się spotkać oraz wyjaśnić WSZELKIE wątpliwości. Kraus jak zwykle pominął aktualny wątek dyskusji i stwierdził, że udało mu się odczytać fragment "Księgi", w którym de Selby rzekomo podał prawo zachowania głupoty: "W układzie zamkniętym głupota nie maleje, a w otwartym się potęguje".

Spór o Kanta

Le Fournier na forum dyskusyjnym zadał pytanie: "Dlaczego w różnych opracowaniach podaje się, że de Selby nie znosił Kanta, skoro w pismach nie ma na ten temat żadnej wzmianki?". Bassett odpowiedział, że podobno znaleziono jakiś stary rachunek z podpisem Mistrza i odręcznym zapiskiem: "Nie znoszę Kanta". Du Garbandier dodał, że napis był bardzo niewyraźny, a litery w sposób typowy dla de Selby'ego "kulfoniaste", a więc można równie dobrze odczytać: "nie znoszę kantu". Natychmiast do dyskusji włączył się impulsywny Hatchjaw stwierdzając, że sam du Garbandier jest "jednym wielkim kantem, a kulfoniasty to jest jego nochal, który wpycha w sprawy, na których się zupełnie nie zna!". Le Fournier rzeczowo zapytał, czego dotyczył ów rachunek z autografem de Selby'ego. Ostrożny Le Clerque ograniczył się do podania adresu strony, na której umieszczono zeskanowaną kopię przypisywanego de Selby'emu dokumentu. Po pewnym czasie włączył się Henderson i zauważył, że napis jest mocno "zatarty", a rachunek dotyczy stołu, który de Selby zamówił do swojego gabinetu. Zasugerował również, że cena wydaje się być wygórowana i de Selby mógł uznać, że jest to oszustwo. Stąd wniosek, że interpretacja du Garbandiera może być uprawniona. Bassett sprzeciwił się tej sugestii, ponieważ chodziło nie o jakiś przypadkowy stół, ale o słynny "czarny stół" Bergsona. Hatchjaw, już spokojniej, stwierdził, że według niego wyraźnie na końcu jest słowo "Kanta". Dodał, że przecież "ogólnie wiadomo, że Myśliciel nawet wykonując prozaiczne czynności, potrafił równocześnie rozpatrywać najbardziej abstrakcyjne zagadnienia filozoficzne". Zdumiewające jest, że interpretację Hatchjawa poparł nieobliczalny Kraus. Powołując się na wyniki analizy mikroskopowej potwierdził wersję Bassetta: "Nie znoszę Kanta". Równocześnie jednak podał dwie sprzeczne interpretacje tego zdania: "Nie znosi, czyli akceptuje i nawet poszerza jego myśl"; "Nie znosi, czyli nie akceptuje i zaprzecza". Jako przedstawiciel szkoły niemieckiej Kraus przychyla się do pierwszej interpretacji. Zdumiony Hatchjaw napisał, że trudno mu uwierzyć w "nawrócenie" Krausa i za tym musi kryć się jakiś perfidny podstęp!

Najniższa góra

De Selby jako "rześki umysł", jak nazwał go jeden z największych współczesnych mu myślicieli, miał ambicję, by pozostawić ślad swej nietuzinkowej działalności intelektualnej w każdej dziedzinie nauki. Przez pewien czas pasjonował się doniesieniami na temat zdobywania przez alpinistów kolejnych ośmiotysięczników. Jak wiadomo Myśliciel nigdy nie zadowalał się czystą teorią i starał się swoje koncepcje sprawdzać praktycznie (trzeźwa brytyjska szkoła empiryczna!). Okolica miasteczka, w którym aktualnie mieszkał, była raczej płaska i nie sprzyjało to wyczynom alpinistycznym. De Selby nie zniechęcił się i zaopatrzony w dokładne mapy topograficzne rozpoczął eksplorację okolicznych pagórków. Wyprawy te oprócz głównego celu zdobycia pobliskich wyniesień terenowych, przyniosły Badaczowi wiele bezcennych spstrzeżeń, które wykorzystał pisząc swój przełomowy "Album wiejski". Niestety, wysiłki Uczonego spotkały się z niezrozumieniem urzędników, którzy nie zgodzili się, by uznać go za pierwszego "świadomego" zdobywcę pagórków. De Selby postanowił wnieść swój wkład przynajmniej na teoretycznym gruncie geografii. Zgodnie z uniwersalną zasadą epistemologiczną mówiącą, że "każdy kij ma dwa końce" uznał, że poszukiwanie najwyższych szczytów jest działaniem jednostronnym i dla uzyskania pełni systemu należy sporządzić spis najniższych gór lub pagórków. Przedstawił następujący program badań: znajdujemy najniższą górę danego kraju, następnie - kontynentu, na końcu - całej kuli ziemskiej. Na marginesie nadmienił skromnie, że zgodzi się, by ten najniższy szczyt Ziemi nazwać jego nazwiskiem.

Ciemna energia

De Selby zainteresował się problemem brakującej energii/materii we Wszechświecie. Uznał za słuszną hipotezę tak zwanej "ciemnej energii" bilansującej wydatek energetyczny świata. Dokonał również śmiałej ekstrapolacji własnej teorii "czarnego powietrza", które utożsamił z "ciemną energią". Zresztą już w "Złotych godzinach" nazwał próżnię kosmiczną "czarnym eterem". Przypadkowe wieczorne spotkanie z pewnymi osobnikami opuszczjącymi pub, skutkujące niczym nieuzasadnionym znieważeniem słownym i groźbą napaści czynnej, skierowało myśl de Selby'ego ku rozważaniom etycznym. "Czarne powietrze", które ludzie wdychają nocą lub w ciemnych pomieszczeniach, nie tylko powoduje przyduszenie nazywane powszechnie snem, ale pozostawia w duszy człowieka "czarny osad, jak sadza z węgla". Już po przebudzeniu człowiek instynktownie próbuje pozbyć się drażniącej i duszącej sadzy. Objawia się to jako złość i agresja. Dlatego tak ważna jest technika zasypiania, która pozwoli ograniczyć do minimum proces wchłaniania szkodliwego "czarnego powietrza". De Selby starał się opracować zasady "dobrego zasypiania" i przeprowadzał w tej dziedzinie długotrwałe eksperymenty. Niestety, nie zdążył już zanotować wyników swoich badań. Wiadomo tylko, że ostatnie i kluczowe doświadczenie nazwał "zasypianiem bezoddechowym".

Nieskończona wielkość

Hatchjaw w jednym ze swoich artykułów poświęconych twórczości de Selby'ego napisał: "Niezaprzeczalna wielkość Myśliciela polega na tym, że lektura Jego dzieł pobudza do refleksji, które znowu wywołują refleksje wyższego rzędu - metarefleksje, a te z kolei - metametarefleksje i tak w nieskończoność, co daje czytelnikowi nieograniczoną przyjemność intelektualną". Kraus nawiązując do powyższej wypowiedzi, zaprzeczył istnieniu tak pojętej nieskończoności refleksji nad dziełem de Selby'ego. Zresztą właśnie opracowuje on leksykon deselbiański, który na pewno będzie skończony, a gdyby pojawiły się jakieś nowe odkrycia czy komentarze, zawsze można dodać suplement. Jest to z pewnością działalność skończona i ograniczona, bo "prędzej czy później ze świata znikną nikomu niepotrzebni pismacy". Du Garbandier uznał ostatnią uwagę za bardzo trafną i dodał, że szczególnie pasuje ona do "wypocin tego egzaltowanego romantyka Hatchjawa". Natomiast co do nieskończoności refleksji nad dziełem de Selby'ego, to można mówić jedynie o "nieskończoności absurdalnych interpretacji pseudonaukowego bełkotu".

Fotografie postarzają

De Selby w pewnym okresie swego życia pasjonował się fotografią. Wykonał setki zdjęć, w tym dziesiątki autoportretów. Porządkując odbitki, dostrzegł na obrazach własnej twarzy objawy starzenia. Uświadomił sobie, że fotografie postarzają. By zapobiec temu procesowi zaprzestał wykonywania zdjęć, spalił wszystkie posiadane odbitki i odtąd nie pozwalał się ani fotografować, ani filmować. Natomiast fotografów i filmowców nazywał "pomocnikami entropii".

Efekt motyla

De Selby'ego bardzo zainteresowała teoria deterministycznego chaosu, którą doskonale przedstawił sam twórca Edward E. Lorenz: "Machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie". Skoro wywołuje tornado w Teksasie, to pewnie odpowiada też za te nieznośne ulewy na Wyspie - spekulował de Selby. Stąd pomysł, by zorganizować wyprawę do Brazylii w celu zlikwidowania szkodliwego motyla. Niestety, konieczność stałej kontroli nad skrzynią wodną uniemożliwiała Wielkiemu Fizykowi osobisty udział w wyprawie. Postanowił zainteresować swoim pomysłem innych badaczy i nawiązał korespondencję z jednym z najsłynniejszych łowców motyli - Steinem. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale z notatek de Selby'ego wynika, że Stein skompletował tzw. Drużynę Motyla. W Drużynie oprócz Steina mieli się znaleźć: Nabokov czy Bobakov - podobno światowej sławy znawca motyli oraz Bombrowisz czy Gombrowicz - samozwańczy ekspert od "żuczków plażowych". Niestety, nie znamy losów wyprawy. Pośrednio możemy jednak wywnioskować, że zakończyła się porażką, ponieważ pogoda na Wyspie się nie poprawiła.

Najważniejsze pytanie

De Selby był niesłychanie wszechstronnym myślicielem i w swych dociekaniach nie pominął zagadnień teologicznych. Uznał, że istnienie Stwórcy jest albo obiektywne, albo subiektywne. Dla wierzącego jest obiektywne. Ateista zaprzeczy, ale na podstawie doświadczenia musi uznać, że przekonanie o istnieniu Absolutu jest wśród ludzi raczej częste. Przekonanie to De Selby nazwał istnieniem subiektywnym. Zauważył również, że jeśli nawet nie uda się dowieść istnienia obiektywnego, to subiektywne jest pewne, a więc JEST. Same zaś przekonania religijne są pożyteczne, chociażby ze względu na wynikającą z nich moralność.
Du Garbandier nazwał te rozważania prymitywną sofistyką i dodał enigmatycznie: "Niektórych ludzi nigdy nie powinno się odrywać od łopaty". Hatchjaw natomiast stwierdził, że subiektywne istnienie doskonale pasuje do tego abstraktu, jakim jest du Garbandier, ponieważ "Powszechnie wiadomo, że jest to pseudonim tego mistyfikatora Krausa!". Kraus oświadczył, że udało mu się odcyfrować fragment "Księgi", w którym Wielki Teolog podał najkrótszy dowód na istnienie dowolnego bytu X: "X jest co najmniej indywidualnym wyobrażeniem X-a; jeśli takie wyobrażenie istnieje, to X istnieje". Le Fournier wyjątkowo surowo ocenił de Selby'ego, stwierdzając: "Pseudoteologia de Selby'ego to zbiór plagiatów". Jeden z badaczy dorobku de Selby'ego stwierdził: "Opisane poglądy teologiczne miały wpływ na nagłe zaprzestanie kontaktów de Selby'ego z teologami i świętymi dawnych epok. Podobno dowiedział się od jednego ze swoich interlokutorów (rzekomo św. Ignacego Loyoli!), że przy następnym spotkaniu św. Anzelm i Kant zamierzają - co najmniej - zarzucić mu wtórność i podszywanie się pod cudze pomysły."

Wielki Plagiator

Krytycy wielokrotnie oskarżali de Selby'ego o dokonywanie plagiatów. Doszło nawet do tego, że zaczęto go złośliwie nazywać Wielkim Plagiatorem. Myśliciel postanowił nie wdawać się w polemiki z poszczególnymi adwersarzami i przygotował broszurę pod znaczącym tytułem "Apologia ostateczna". Broszura niestety zaginęła, ale jej treść została pokrótce omówiona na łamach "Krytyki absolutnej". De Selby powołując się na koncepcję Platona, miał twierdzić, że znalazł sposób na wydobycie wiedzy z własnej duszy, a to, że inni robili to wcześniej, nie umniejsza jego osiągnięć. Zresztą sam zarzut naśladownictwa jest chybiony, ponieważ "cokolwiek pomyślano, powiedziano czy napisano po Adamie, jest w zasadzie już tylko powtórzeniem". Oryginalność można by uzyskać, stwarzając swój indywidualny język niezrozumiały dla innych. Podobno Wittgenstein wykazał, że jest to rozwiązanie nieskuteczne ze względu na brak kryteriów porównawczych w autokomunikacji. Gdyby jednak udało się stworzyć taki język, to i tak byłby rodzajem plagiatu, bo powstałby na bazie schematów czy form myślenia wspólnych wszystkim istotom myślącym, co miał wykazać wcześniej Kant. Ostatecznie de Selby konkluduje, że jakikolwiek zarzut plagiatu jest autodestrukcyjny podobnie jak zbyt konsekwentny sceptycyzm. Le Fournier zwraca uwagę, że wzmiankowana recenzja może być nieobiektywna, ponieważ właśnie publicyści "Krytyki" celowali w atakach na de Selby'ego. Hatchjaw autorytatywnie stwierdza, że "Cały ten artykuł to apokryf wytworzony przez tego oszczercę Krausa!". Du Garbandier odnosząc się do filozofii de Selby'ego, zapisuje w swoim blogu: "Lektura poradnika "Filozofia w weekend" nie czyni jeszcze nikogo filozofem".
Dociekliwy czytelnik: "Cała ta strona składa się z plagiatów".

Wielka debata

Podobno za największego konkurenta w dziedzinie "specyficznej" nauki de Selby uznał światowej sławy badacza Cimrmana. Postanowił zmierzyć się z nim i wyzwał go na debatę. Cimrman bez wahania przyjął warunki de Selby'ego: obaj mieli pozostać w miejscach dotychczasowego pobytu ("podróż to halucynacja"), a dyskusja miała trwać do pierwszego zaśnięcia ("drzemka jako kwant śmierci"). Debata odbyła się w maju, kiedy zakwitły kasztanowce. De Selby przebywał w pubie w Dalkey, a Cimrman w piwiarni w Mariańskich Łaźniach. Sekundanci potwierdzają, że obaj Myśliciele prowadzili milczącą debatę przez 12 godzin bez przerwy, prócz krótkich wizyt w WC. Oczywiście regulamin debaty dopuszczał zwilżanie zmęczonych gardeł trunkami, głównie miejscowym piwem. Debata była niezwykle zacięta i obaj Mocarze Umysłu nie wypowiedzieli ani jednego słowa! Obecni przy tym ich wieloletni współpracownicy, przyjaciele oraz przypadkowi obserwatorzy jednomyślnie potwierdzają, że napięcie skoncentrowanych umysłów było tak wielkie, że wszyscy obecni pod koniec debaty dostali zawrotów głowy, a niektórzy nawet wymiotowali. Złośliwy du Garbandier skomentował: "Nadmierna koncentracja nad kuflami piwa nieodmienie prowadzi do zawrotów i zwrotów". Obaj Wspaniali Adwersarze zasnęli o tej samej godzinie, co potwierdzili sekundanci. Po zregenerowaniu sił Myśliciele listownie pogratulowali sobie wzajemnie i przyznali, że debata zakończyła się remisem. Niestety, jak zwykle w podobnych sytuacjach znaleźli się mąciciele i zawistnicy. Ktoś zaczął rozsiewać plotki, że wynik debaty został wypaczony, ponieważ sekundanci na początku mieli zsynchronizowane zegarki na czas uniwersalny, a po spożyciu pewnej ilości piwa poprzestawiali je na czas miejscowy, wskazywany przez zegary ścienne w pubie i piwiarni. Wywołało to długotrwałą i bardzo gorącą dyskusję na forach i łamach. Zarówno de Selby jak i Cimrman zignorowali te bezpodstawne zarzuty.

Mistrz podejrzeń

De Selby cierpiał na przypadłość nagłego i niespodziwanego zasypiania. Był to dla niego bardzo kłopotliwy i tajemniczy fenomen. Nagłe zaśnięcie przy przechodzeniu na drugą stronę Vico Road omal nie spowodowało kraksy i nie zakończyło się "zaśnięciem ostatecznym" Myśliciela. Było wiele tego typu wypadków, o których de Selby dowiadywał się od świadków zdarzenia, zaraz po przebudzeniu. Zdarzeń tych de Selby nie pamiętał i początkowo ze zdumieniem, a później z podejrzliwością, wysłuchiwał opowieści o tym, co się z nim działo, gdy nagle zasypiał. Sam twierdził, że był w tym czasie w innym miejscu i odmiennych okolicznościach, a nawet w "innym świecie". Badający de Selby'ego lekarze stwierdzili, że podczas snu przeżywa on tak intensywne marzenia senne, że z trudem powraca na jawę. De Selby nie uznał tej diagnozy i rozpoczął samodzielne badania nad niezwykłą przypadłością. Przeprowadził wywiady ze świadkami oraz przeanalizował istniejące opisy podobnych przypadków. Okazało się, że relacje różniły się w wielu szczegółach. Zaobserwowane niespójności nasunęły Badaczowi podejrzenie, że świadkowie są niewiarygodni, a właściwie "cały ten świat jest chyba sfałszowany". Natomiast świat, który pamiętał ze snu wydał mu się prawdziwy i piękny. Ostatecznie stwierdził, że tak zwana jawa, to spowodowany dusznymi wyziewami "czarnego powietrza" koszmarny sen, a "prawdziwa jawa snem jest zwana". Le Clerque z przykrością komentował, że nazywając jawę snem i na odwrót, de Selby wykazał się niestety wyjątkową wtórnością, co nie przystoi tak "niezwykłemu myślicielowi". Du Garbandier zauważył, że może jednak de Selby miał odrobinę racji, co do zafałszowania tego świata, skoro "myślicielem określany jest ktoś, kto przez całe życie nie potrafił rozwiązać problemu wiązania sznurowadeł w swoich butach".

Dlaczego de Selby zamilkł?

De Selby skierował do społeczności naukowej orędzie, w którym wezwał, by nie dyskutować o zjawiskach, które nie zostały w pełni wyjaśnione. Intencją Myśliciela było "oczyszczenie" nauki. Sam postanowił dać przykład odpowiedzialnego uprawiania nauki i w związku z tym zaprzestał publikacji swoich prac oraz prowadzenia prelekcji. Hatchjaw wyraził żal, że "zamilknięcie de Selby'ego z pewnością pozbawiło świat nauki wielu wspaniałych odkryć". Garbandier stwierdził, że Hatchjaw winien podążyć śladami swojego mistrza i zaprzestać bezproduktywnego zaczerniania papieru. Kraus natomiast przedstawił dziwaczną hipotezę, jakoby zamilknięcie de Selby'ego było wybiegiem mającym na celu zmylenie oponentów i windykatorów. De Selby rzekomo miał dalej prowadzić swoją działalność zmieniając nieustannie pseudonimy. Niektóre z rozszyfrowanych przez Krausa pseudonimów, to: O'Brien, du Garbandier, Hatchjaw, Le Fournier, Bassett, Henderson, Le Clerque, Kraus. Du Garbandier w odpowiedzi zasugerował, że głębia myśli Krausa "sięga co najwyżej dna butelki z piwem, który to trunek pewnie nieumiarkowanie degustuje w trakcie tworzenia swych beznadziejnych hipotez".

Dywersant

De Selby wygłosił w Targetville prelekcję na temat nowoczesnych systemów uzbrojenia. Temat wzbudził spore zainteresowanie, a po zakończeniu spotkania dyskusję kontynuowano w pubie. Prawdopodobnie w wyniku jakiegoś nieporozumienia następnego dnia w mieście i okolicach zaczęły krążyć dziwaczne pogłoski. Jedni głosili, że wkrótce dojdzie do wrogiego desantu z morza i powietrza; drudzy opowiadali, że dywersanci zamierzają wysadzić Wyspę za pomocą "dynamitu, czy czegoś w tym rodzaju". Jeden z kawiarnianych znawców wielkiej polityki przekonywał przypadkowych słuchaczy, że "ONI zainstalują u nas tarczę, do której będą strzelać balistycy z całego świata!". De Selby nieświadomy napiętej sytuacji wybrał się na spacer po okolicy, gdzie błyskawicznie został zatrzymany przez kilku wieśniaków. Zarzucono mu działalność szpiegowską. Próby tłumaczenia, że jest naukowcem i prowadzi badania terenowe, pogorszyły tylko jego sytuację, bo "ci naukowcy wymyślają tylko nowe bomby zamiast zająć się zwalczaniem stonki". De Selby został doprowadzony na posterunek policji. Sierżant Plug pochwalił włościan za czujność i obywatelską postawę, a następnie przesłuchał zatrzymanego. Okazało się, że sierżant znał ze szkolenia antyterrorystycznego broszurę do Selby'ego dotyczącą eksperymentów z usunięciem powietrza na całej planecie. Badacz został uznany za niebezpiecznego dywersanta i zamknięty w areszcie. Dopiero po okazaniu odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego de Selby został uwolniony i na wszelki wypadek wyekspediowany z miasta najbliższym pociągiem.

Uniwersalna broszura

De Selby'emu wpadła w ręce broszura niejakiego Manusa zatytułowana "Krótkie objaśnienie ewolucji wszechświata". Było to popularnonaukowe opracowanie opisujące stopniową ewolucję wszechświata od jego początku, aż po powstanie życia i człowieka. De Selby zauważył, że jest to raczej nieudolna kompilacja publikowanych wcześniej tekstów o podobnej tematyce. Zainteresowała go jednak wzmianka na ostatniej stronie okładki mówiąca, że broszura ta ma drugą wersję przeznaczoną dla wierzących. Zamówił drugą wersję w wydawnictwie, jak się okazało, prowadzonym przez pana Manusa - autora broszury. Po otrzmaniu przesyłki de Selby porównał obie wersje publikacji. Teksty broszur okazały się prawie identyczne, a różniły się tylko kilkoma słowami w pierwszym zdaniu: "Wszechświat powstał wiele miliardów lat temu ...." (wersja pierwsza), "Wszechświat został stworzony wiele miliardów lat temu ...." (wersja druga). De Selby, zainspirowany pomysłem Manusa, zaproponował rozumowanie pozwalające omijać bariery między nauką a religią. Była to tzw. "redukcja przyczynowa do początku". Przykładowy konflikt: źródłem moralności jest społeczność czy Stwórca. Wierzący może przyjąć uzasadnienie naukowe, że społeczność wytwarza moralność, dodając, że społeczność powstaje w świecie, który zaplanował Stwórca, a więc ostatecznym źródłem moralności jest Stwórca. W ten sposób można złagodzić pojawiające się konflikty między hipotezami naukowymi a religią, z wyjątkiem problemu początku świata, ale ten problem rozwiązał Manus: wystarczy wydać dwie minimalnie różniące się broszury.

Patron naukowy

Teza Talesa z Miletu, że "Początkiem wszechrzeczy jest woda", stanowiła podstawę wielu eksperymentów de Selby'ego. Powszechnie znane są próby rozcieńczenia wody, która wydawała się Empirykowi zbyt mocna. Tajemnicza skrzynia wodna miała podobno posłużyć do wykreowania "wodnego raju". Niejaki Manus, autor i wydawca dzieł popularnonaukowych, twierdził, że de Selby jest wynalazcą "mocnej wody", która, jak głosi ulotka reklamowa: "wyjątkowo skutecznie wypłukuje wszelkie trucizny z organizmu, bezlitośnie niszczy szkodliwe mikroby oraz rozpuszcza depresję". Garbandier wysunął przypuszczenie, że "skrzynia wodna" to w istocie urządzenie do pędzenia spirytusu, natomiast próby rozcieńczania dotyczyły wyprodukowanego alkoholu, a "wodny raj" i "mocna woda" to nazwy wódek nielegalnie rozprowadzanych przez de Selby'ego. Rzekome badania naukowe okazały się tylko przykrywką działalności kryminalnej. Oburzony Hatchjaw zarzucił Garbandierowi nieuczciwość, ponieważ z setek różnych eksperymentów Badacza, wybrał tylko takie, które pasowały do z góry założonej tezy. Garbandier odpowiedział, że pozostałe eksperymenty służyły jedynie wyłudzeniu odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego zapewniającego de Selby'emu praktyczną bezkarność. Według Bassetta ujawniona przez Garbandiera nielegalna działalność de Selby'ego w branży alkoholowej miała tylko zmylić policję. De Selby planował ostateczne oczyszczenie Ziemi poprzez globalne skroplenie powietrza za pomocą "skrzyni wodnej". Wiadomo, że urządzenie zostało ukryte i ma się aktywować w 2012 roku albo 2021, albo 2201, albo kiedyś tam.

Spowalniacz cząstek

De Selby'ego zainteresowały doniesienia dotyczące budowy olbrzymich akceleratorów, w których naukowcy rozpędzają cząstki do niewyobrażalnych prędkości, by w końcu spowodować ich zderzenie. Niektórzy głosili, że w wyniku tych zderzeń powstanie mikroskopijna czarna dziura albo jakaś osobliwość. Po przeanalizowaniu problemu w barze dworcowym, gdzie oczekiwał na przesiadkę do Dublina, de Selby wpadł na pomysł, by zamiast rozpędzać, dokonać spowolnienia cząstek. Jako że równocześnie zajmował się badaniami ezoterycznymi, postanowił spowolnić cząstkę mocą energii psychicznej. By uniknąć nieuchronnych błędów doświadczalnych wynikających z niedoskonałości pośredniczących przyrządów oraz zmysłów, postanowił przeprowadzić eksperyment bezpośrednio w swoim umyśle. Niestety, nie znamy wyników eksperymentu, ponieważ po przebudzeniu de Selby nic nie pamiętał. Doprowadziło to do zatargu z barmanem, który upierał się, że de Selby powinien zapłacić należność za skonsumową whisky. Niejasne tłumaczenia o bezwzględnie pochłaniającej wszystko czarnej dziurze nie poskutkowały i Badacz był zmuszony uregulować rachunek.
Kraus w swoich "Analizach i komentarzach" wysunął przypuszczenie, że w wyniku eksperymentu w umyśle de Selby'ego powstała psycho-fizyczna osobliwość. Garbandier zauważył, że "nie musiało powstawać coś, co już tam było". Hatchjaw odpowiedział, że Garbandier "swoje bon moty to chyba wyciąga z czarnej dziury".

Ornitolog nieskończoności

Wszechstronność de Selby'ego jest powszechnie znana i pewnie nikogo nie zdziwi, że zainteresował się on ornitologią. Przeprowadził długotrwałe i systematyczne obserwacje miejskich gołębi: codziennie kwadrans obserwacji w drodze z pubu. Po tygodniu spoglądania pod "odpowiednim kątem" na gołębie, de Selby zauważył, że wśród nich pojawiają się liczne tukany oraz papugi. Nikt wcześniej tego nie spostrzegł, ponieważ wystąpiło tu zjawisko mimikry i tukany upodobniły się do zwykłych gołębi. Dokonane obserwacje skłoniły Badacza do śmiałej ekstrapolacji i stwierdzenia, że najprawdopodobniej istnieje znacznie więcej gatunków ptaków, niż te, które zostały dotychczas odkryte. Każdy gatunek ma przynajmniej kilka tzw. mimikropodgatunków, które nie zostały dotąd rozpoznane, ponieważ praktycznie nie różnią się od siebie wyglądem i trybem życia. Dodatkowym utrudnieniem w badaniach jest występowanie mimikry wielostopniowej, np. tukan udaje papugę, która naśladuje gołębia itd. Niestety, podjęta przez de Selby'ego próba nowej klasyfikacji gatunków z uwzględnieniem mimikry wielostopniowej zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ jak stwierdził Przyrodnik: "To pachnie nieskończonością".
W swoim komentarzu do teorii de Selby'ego Hatchjaw napisał: "Nawet geniusz potknie się na progu nieskończoności". Garbandier dopowiedział w swoim stylu: "Nie może się potknąć, kto już leży".

Katalogowanie chaosu

W trakcie sympozjum poświęconego uprawie ziemniaków jeden z uczestników, znając wszechstronność de Selby'ego, zapytał: co to jest chaos? Chaos - odpowiedział Myśliciel - to zadawać pytania niezwiązane z tematem, zajadać się słonecznikiem, rozrzucając wszędzie łupiny albo opowiadać sobie dowcipy podczas wykładów, spóźniać się na zajęcia i palić w miejscach niedozwolonych..., najgorsze jest jednak mieszanie różnych gatunków sadzeniaków!
Pod wpływem tego incydentu Myśliciel postanowił spisać wszystkie elementy stanowiące wkład ludzkości w powiększanie globalnego nieporządku. Po tygodniu intensywnej pracy Badacz uznał beznadziejność swojego zamierzenia spowodowaną nadmiarem danych. Notatki spalił, gdy uświadomił sobie, że próby uporządkowania chaosu tylko potęgują bałagan.
Hatchjaw w swoim komentarzu stwierdził, że pomysł Wielkiego Badacza doczekał się realizacji dzięki stworzeniu elektronicznej globalnej sieci komunikacyjnej. Garbandier zwrócił uwagę, że współczesnym zabrakło konsekwencji de Selby'ego, a zwłaszcza Hatchjaw mógłby wziąć przykład ze swojego mistrza i zaprzestać zaśmiecania sieci swoimi pustymi komentarzami. Kraus zasugerował, że zna sposób, by pogodzić oponentów stosując prostą opcję "delete".

Uniwersalne instalacje

Dom de Selby'ego uchodził za najlepiej skanalizowany budynek na Wyspie. Wyjątkowo rozbudowany system instalacji wodociągowych miał służyć wytworzeniu "rajskiego mikroklimatu". Podczas przebijania się przez mur w celu zamontowania dodatkowych rur wodociągowych, Wielki Hydraulik uszkodził przewody elektryczne i doznał porażenia. Na szczęście porażenie nie było zbyt groźne, ale zmusiło de Selby'ego do czasowego wstrzymania prac i przemyślenia problemu krzyżujących się instalacji. Rozwiązanie opracowane przez Konstruktora było genialnie proste oraz wyjątkowo ekonomiczne; polegało na umieszczeniu kabli elektrycznych we wnętrzu rur wodociągowych. Prototypowa instalacja wodociągowo-elektryczna zamontowana własnoręcznie przez de Selby'ego, nie do końca spełniła oczekiwania Wynalazcy. Próba włączenia światła powodowała wyciek wody z gniazd elektrycznych, a przekręcenie kurka w kranie skutkowało zapaleniem światła. Do ponownego porażenia nie doszło, ponieważ Badacz, pomny wcześniejszych doświadczeń, stale używał grubych gumowych rękawic oraz gumowego obuwia.
Hatchjaw wyraził żal, że dom Mistrza został zburzony, gdyż zastosowane tam prototypowe rozwiązania techniczne mogły zrewolucjonizować budownictwo. "Dobrze, że rozwalili tę niebezpieczną ruderę" - stwierdził du Garbandier. Le Clerque zakwestionował nowatorstwo de Selby'ego w dziedzinie instalacyjnej, ponieważ efektu wypływu wody z gniazd elektrycznych doświadczył w jednym z warszawskich hoteli.

Prawo Krausa-Heisenberga

Niespodziewany krach giełdowy przyczynił się do zaprzepaszczenia kluczowego eksperymentu, który według de Selby'go miał ostatecznie uszczęśliwić ludzkość. Za pieniądze zarobione ze sprzdaży "wody życia" de Selby zakupił pakiet akcji, które miały przynieść szybkie zyski, pozwalające sfinansować budowę Kolosalnego Globalnego Skraplacza Powietrza. Jak wiadomo całkowite skroplenie atmosfery ziemskiej miało stworzyć warunki powstania Wodnego Raju. Na formułowane przez oponentów zarzuty, że globalne skroplenie powietrza doprowadzi do uduszenia większości organizmów żyjących na Ziemi, Badacz odpowiadał: "Po co w Raju trudzić się jakimś głupim oddychaniem".
Du Garbandier zauważył, że przynajmniej w tym wypadku krach giełdowy uratował ludzkość. Le Fournier stwierdził, że zagrożenie ciągle istnieje, bo nieprzewidywalne fluktuacje na rynkach finansowych objawiają się wyczyszczeniem kont jednych graczy giełdowych i nagłym wzrostem zasobów innych. Może to umożliwić zdobycie środków na realizację szalonych pomysłów de Selby'ego lub jemu podobnych. "Przepływy finansowe należy monitorować i w razie zagrożenia blokować." - zaproponował Garbandier. "To niemożliwe, ponieważ nigdy nie można jednocześnie ustalić wartości zasobów finansowych i ich aktualnego właściciela" - odpowiedział Kraus. Hatchjaw zproponował, by zasadę tę nazwać prawem Krausa - Heisenberga i wysunął kandydaturę Krausa do nagrody antynobla.

Prowokacja

W swoim blogu Kraus zauważył, że de Selby'ego wielokrotnie podejrzewano o działalność agenturalną, na co miał wskazywać brak w jego wymowie miejscowego celtyckiego akcentu. Du Garbandier dodał, że istnieją "pewne tajne dokumenty", których treść dotyczy rezydenta wywiadu pewnego germańskiego mocarstwa, a pewne poszlaki wskazują na osobę Wielkiego Balistyka. Według Du Garbandiera w pewnych kręgach utożsamiano Wielkiego Fizyka z Geistem - naukowcem zajmującym się inżynierią materiałową w prywatnym laboratorium w Paryżu. Bassett, zastrzegając, że nie może podać źródeł swoich informacji (prawdopodobne kontakty z kontrwywiadem jeszcze z czasów wojny: patrz "ENIGMAtyczne wspomnienia" J. R. Bassett, wydawnictwo LUA,120 Tooley Street, S.W.2 Londyn), stwierdza, że pracami Geista interesowały się służby wywiadowcze całego świata. Prace dotyczyły niezwykle lekkiego i równocześnie bardzo wytrzymałego stopu metali, który można wykorzystać do opancerzenia okrętów lub wozów bojowych. Badania Geista były finansowane przez niejakego kapitana Nemo, podejrzanego osobnika posiadającego wielką fortunę i bliskie kontakty ze sferami kosmopolitycznej arystokracji. Próba potajemnego zbadania laboratorium Kleista zakończyła się niepowodzeniem: doszło do wybuchu i pożaru, który doszczętnie zniszczył wszystkie urządzenia (po zdarzeniu uznano, że wysłanie do tej misji agenta 007 było dużym błędem). Geista widziano jeszcze w Dieppe, gdzie podobno wraz ze swoim współpracownikiem niejakim Okulskim czy Wokulskim zaokrętował się na prywatnym motorowym jachcie dowodzonym przez emerytowanego kapitana żeglugi brytyjskiej Conrada. Jacht miał krótki postój w Kingstown na Wyspie, a potem ślad po nim zaginął.
Hatchjaw podsumował te wywody, stwierdzając, że oglądanie sensacyjnych filmów bardzo negatywnie wpływa na jakość pracy naukowej, skoro nawet rozważny dotąd Bassett dał się sprowokować do "bzdurnych dywagacji" na temat rzekomo agenturalnej działalności Wielkiego Przyrodnika. Natomiast, co do Geista, to pewnie kolejny pseudonim tego nicponia Krausa podszywającego się pod Garbandiera. Sam Wielki Badacz nazwał taką działalność mimikrą wielostopniową i uznał za przejaw narastania chaosu.

Kontrewolucja

De Selby zawsze lekceważył wzmianki dotyczące teorii ewolucji, bo "co w tym odkrywczego, że z bagna prędzej czy później zawsze wylezie jakaś wygalantowana małpa". Równocześnie zakwestionował założenie niektórych ewolucjonistów, jakoby kolejne przekształcenia były ukierunkowane na powstanie, a potem doskonalenie organizmów żywych. Uzasadnienie dla swoich poglądów znalazł, prowadząc badania geologiczne. Zachwyciły go kredowe klify w Dover i uznał, że nie jakieś "podchmielone małpiszony", ale skalne formacje można zaliczyć do wielkich osiągnięć ewolucji. "W przypalonej błotnej zupie dogotowały się mikroskopijne istotki, z których po odparowaniu pozostały tylko szkieleciki formujące po czasie romantyczne skały Dover!" - jak to opisał na karcie pocztowej przesłanej do swego wydawcy Manusa. Zapowiedział też, że podejmie pracę nad dziełem nazwanym roboczo "Kontrewolucja", w którym udowodni, że organizmy żywe są tylko przejściowym etapem ewolucji, której finalnym produktem będą minerały czy prostsze związki chemiczne, a może nawet pierwiastki. Niestety, pomysł został zarzucony na rzecz badań empirycznych dotyczących jakości miejscowych trunków, co nie spotkało się ze zrozumieniem Wydawcy, który kategorycznie odmówił dalszego finansowania tego typu badań i zamiast kolejnego czeku przysłał de Selby'emu bilet na prom.

Idealny komentator

Powszechnie znana była biegłość de Selby'ego przyswojenia sobie wszelkich nowości pojawiających się w nauce. Badacz po wysłuchaniu prelekcji nie tylko potrafił od razu trafnie skomentować dany problem, ale często twórczo poszerzał poruszaną tematykę o treści, których autor prelekcji nigdy nie podejrzewał. Co więcej, śmiało wypowiadał się na temat artykułów lub książek, których wcześniej nie czytał. Właśnie dzięki tej umiejętności został zauważony przez renomowanego wydawcę Manusa, co zaowocowało wieloletnią owocną współpracą. De Selby uzyskał możliwość publikowania swoich komentarzy naukowych w kwartalniku "Trybuna Nauki" wydawanym przez Manusa. Niestety, wkrótce różni zawistnicy i oszczercy zaczęli wyszydzać metodę Wielkiego Przyrodnika. By nie tracić cennego czasu na jałowe polemiki, de Selby na końcu swojego artykułu lub komentarza zamieszczał stałą formułę: "Co napisałem lub powiedziałem, jest nieprawdziwe".
"Cały ten de Selby jest fikcyjny!" - stwierdził na forum dyskusyjnym du Garbandier. "Nie mniej lub bardziej niż Pan, szanowny kolego. Poza tym nikt nie ma wątpliwości, co do Pana kwalifikacji merytorycznych i etycznych". - odpowiedział Hatchjaw. "Skoro reaguję na Pana impertynencje, to chyba bardziej istnieję niż to wielkie NIC - de Selby." "Jeżeli wielkie NIC do czegoś można odnieść, to tylko do Pana komentarzy, wielce szanowny kolego du Garbandier. A tak swoją drogą, ciekawym, w jaki sposób do Pana nazwiska przylepiło się to beznadziejne "du". "Nie czytajcie tych tekstów, one są podrabiane!" - zakończył dyskusję Kraus.

Postrzeganie skokowe

De Selby postanowił świadomie wykorzystać znaną właściwość umysłu tzw. postrzeganie skokowe lub migawkowe. Wiadomo, że umysł ludzki nie postrzega ciągłości zjawisk, ale kolejne nieruchome obrazy jak kolejne klatki filmu. Takie porcjowanie postrzegania wynika prawdopodobnie z ograniczonej możliwości przetwarzania informacji pojawiających się w systemie nerwowym. Podbudowany teorią, Badacz przeprowadził serię eksperymentów odnoszących się do postrzegania skokowego. Jedno z doświadczeń polegało na zignorowaniu inkasenta z elektrowni, który wielokrotnie bezskutecznie próbował wręczyć de Selby'emu rachunek za prąd. Każda taka próba trafiała w przerwę między kolejnymi percepcjami Badacza. Podobna próba polegająca na niedostrzeżeniu rachunku w pubie nie skończyła się po myśli Badacza. Został zatrzymany przy szatni i zmuszony do zapłacenia należności. Metoda postrzegania migawkowego doskonale sprawdziła się przy odbiorze komentarzy i wypowiedzi dotyczących działalności naukowej Badacza: pozytywne były postrzegane a negatywne pomijane, ponieważ trafiały w interwał między kolejnymi aktami percepcji.
Du Garbandier zauważył, że metoda de Selby'ego jest powszechnie stosowana w świecie polityki, a i w nauce jest stale obecna. Hatchjaw nie omieszkał złośliwie dodać, że du Garbandier stosuje tę metodę permanentnie.

Absolutna unifikacja

Jak powszechnie wiadomo drugim, po scyzoryku, podstawowym instrumentem badawczym de Selby'ego był młotek. Badacz skompletował całą kolekcję młotków i młotów oraz zaopatrzył swoje laboratorium fizyczne w kowadło, zakupione okazyjnie w składzie złomu. Stosując ściśle obliczone precyzyjne uderzenia, próbował "wybić" z metalu cząstki elementarne. Twierdził, że za pomocą odpowiednio dobranych młotów "wybił" z kowadła 23 cząstki elementarne, przy czym "odczuł" trzy elementarne odziaływania międzycząsteczkowe. Czwarte oddziaływanie odczuł, gdy przypadkowo wysunął mu się młot z dłoni i ugodził go boleśnie w stopę. Odniesiona kontuzja oderwała na jakiś czas Eksperymentatora od doświadczeń, co umożliwiło mu teoretyczne opracowanie i analizę uzyskanych wyników, a sąsiadom pozwoliło odpocząć od nieznośnych hałasów. Niestety, podjęta przez Wielkiego Fizyka próba unifikacji oddziaływań nie powiodła się, a zapowiadana na łamach "Trybuny Nauki" przełomowa praca pod tytułem "Absolutna Unifikacja" nigdy się nie ukazała.
Powyższa informacja zawiera pewną nieścisłość, mianowicie czwarte oddziaływanie, czyli grawitacja, zadziałało, gdy Badacz akurat uniósł młot nad głowę, stąd oczywisty wniosek, że kontuzja dotyczyła głowy, a nie stopy - stwierdził Garbandier. Potwierdzeniem tego faktu było czasowe dziwne zachowanie de Selby'ego: przeprosił sąsiadów za hałasy dobiegające z jego laboratorium, uregulował wszystkie zaległe opłaty i co najbardziej niezwykłe - przestał odwiedzać puby! - dodał Kraus. Nie ma sensu polemizować z osobnikami sugerującymi niepoczytalność Myśliciela. Ich umysły najwyraźniej tkwią w pułapce grawitacyjnej złości - podsumował Hatchjaw.

Uniweralny wzór

W trakcie golenia de Selby spostrzegł, że jego twarz nie jest symetryczna. Dokładna analiza zdjęć zamieszczonych w gazetach potwierdziła jego obserwację: twarze nie są symetryczne. Dalsze badania pozwoliły na postawienie ogólniejszej tezy: ciała nie są symetryczne. Ekstrapolując, Badacz stwierdził, że cały Wszechświat jest asymetryczny. Dokładne pomiary własnej twarzy, dłoni oraz stóp, pozwoliły de Selby'emu wyprowadzić wzór opisujący asymetrię badanego obiektu:

A + B - D = C


Jak widać również wzór jest asymetryczny, co według Myśliciela potwierdza jego uniwersalność. Wzór ten rzekomo pozwala opisać każdy fenomen. Oczywiście należy dokonać odpowiednich podstawień. Każde z podstawień może prowadzić do uzyskania odmiennych rozwiązań opisujących, np. unifikację oddziaływań fizycznych, strukturę płatka śniegu, układ plam na zabłoconych butach, realizację obietnic wyborczych, aktualny kierunek wiatru, wyniki losowania loterii pieniężnej czy wreszcie treść komentarzy na forach internetowych.
Kraus entuzjastycznie odniósł się do odkryć de Selby'ego i ogłosił, że stosując odpowiednie podstawienia do wzoru uzyskał przepis na domową fuzję termojądrową, a po minimalnej zmianie jednego z parametrów otrzymał przepis na doskonałego drinka. Garbandier zauważył, że jest to niewątpliwie uniwersalny wzór, bo dowolne podstawienie pozwala uzyskać dowolny wynik, zgodnie z zasadą: pustka szczelnie wypełnia pustkę.

Trójkątny kwadrat

W zachowanej korespondencji z Cimrmanem, De Selby utrzymywał, że skoro może pomyśleć trójkątny kwadrat, to obiekt ten posiada jakąś formę istnienia, może jako idea albo idea idei? W odpowiedzi Cimrman przypomniał, że w archiwum Zamku przechowywane są niepublikowane rękopisy i rysunki Leonarda z cyklu "Figury niemożliwe". Na jednym z rysunków podobno pokazano konstrukcję trójkątnego kwadratu. De Selby kierując się wskazówkami Cimrmana, zbudował z listewek model figury niemożliwej. Niestety, dochodząca pomoc domowa uznała konstrukcję za nieudany szkielet latawca i wykorzystała jako podpałkę w kominku.
Hatchjaw wyraził ubolewanie, że kolejny wynalazek Badacza uległ zniszczeniu. Garbandier uznał próby de Selby'ego za pozbawione sensu, ponieważ nie ma trójkątnego kwadratu. Można natomiast coś takiego wypowiedzieć, nawet pomyśleć, bo myśli się zdaniami, a zdaniami można wypowiadać dowolne absurdy. Hatchjaw złośliwie zauważył, że krytyczne wypowiedzi Garbandiera doskonale ilustrują możliwości zastosowania nonsensu. Kraus zaproponował, by tego typu komentarze zaliczyć do "bezmyślnego nurtu mądrościowego".

Redukcjonizm empiryczny

Jak wiadomo, podstawą wszelkiej działalności naukowej de Selby'ego było doświadczenie. Naturalnie, jak każdy naukowiec, wykorzystywał wyniki doświadczeń, jako podstawy rozważań teoretycznych. Wnioski wyprowadzane z eksperymentów nie zawsze spotykały się z akceptacją innych uczonych, stąd długotrwłe i wyczerpujące polemiki. By zadać kłam swoim krytykom, Empiryk postanowił przetłumaczyć swoje teorie na język doznań zmysłowych (1). Dzięki redukcji empirycznej każdy oponent mógłby zweryfikować tezy de Selby'ego, przeprowadzając odpowiednie eksperymenty. Pierwszą wstępną próbą zastosowania języka zmysłowego, był opis doznań towarzyszących degustacji filiżanki herbaty (2). Zapis tego doświadczenia w języku danych zmysłowych został umieszczony w dziele noszącym tajemniczy tytuł "Pamiętnik Garcii".
Hatchjaw, słynny badacz dzieł de Selby'ego, zapowiada, że wkrótce przetłumaczy zdania o bezpośrednim doświadczeniu zawarte w "Pamiętniku" na zdania o świecie fizycznym wyrażone w języku potocznym. Kraus zadeklarował, że będzie kontynuował pracę Hatchjawa i dokona dalszego przekładu na język matematyczny. Du Garbandier ogłosił, że "Pamiętnik" nie jest dziełem naukowym, ale grafomańskim powieścidłem nieudolnie naśladującym dokonania słynnego prozaika Trellisa, który jak wiadomo potrafił stworzyć "zabójczo żywych bohaterów". Według Hendersona, de Selby nie zamierzał wcale tworzyć jakiegoś języka zmysłowego, a redukcjonizm empiryczny polegał na zapraszaniu oponentów do laboratorium, gdzie wspólnie powtarzali sporne eksperymenty. Wyniki badań omawiano, racząc się doskonałą domową nalewką i wspaniałymi wypiekami przygotowanymi przez ciotkę Empiryka. Te przejawy gościnności bardzo poprawiły notowania de Selby'ego w świecie naukowym. Bassett wysunął przypuszczenie, że słynne "empiryczne biesiady" de Selby'ego zainspirowały niejakiego Platona do napisania "Uczty".
(1) Czyżby zapomniał o fiasku podobnego projektu Carnapa?
(2) Według Hatchjawa była to kawa, a nawet jeśli herbata, to z pewnością zielona, ponieważ "Przyrodnik był wielkim patriotą!".
Du Garbandier sugeruje, że była to szklanka albo raczej butelka whisky, bo inaczej trudno wyjaśnić bełkotliwe zapisy "Pamiętnika".

Niebiańskie dysputy

De Selby podczas pobytu w Dalkey miał utrzymywać intensywne kontakty ze świętymi dawnych epok. Podobno dyskutował ze świętym Augustynem, świętym Hieronimem oraz innymi Ojcami Kościoła. Spotkania odbywały się w niezbyt komfortowych warunkach, bo w wilgotnej jaskini, do której jedyna droga prowadziła przez podwodną skalną szczelinę. Badacz wykorzystywał do swoich podwodnych wędrówek udoskonalony akwalung oraz oryginalną mieszankę tlenową z dodatkiem jakiegoś nieznanego gazu. Niezwykłe anomalie czasoprzestrzenne występujące w jaskini lub właściwości mieszanki gazowej powodowały, że Myśliciel potrafił wywołać z Nieba ducha dowolnego świętego. Sprawozdania ze spotkań i dyskusji ze świętymi de Selby zamieszczał na łamach "Trybuny Nauki". Niestety, czytelnicy potraktowali artykuły Badacza jako typowy dla pism popularnonaukowych dodatek z dziedziny fantastyki. Ostre ataki reumatyzmu ostatecznie przerwały podwodne eskapady Uczonego.
Hatchjaw odnalazł w archiwum "Trybuny Nauki", sporządzoną prawdopodobnie przez de Selby'ego, odręczną notatkę zawierająca opis oddziaływania mieszanki gazowej stosowanej przez Przyrodnika: " ... zbliża się nieuchronnie, jak przypływ; świat gaśnie; pozostaje samoistna radość; bezinteresowna; bezcelowa; trwa; ustępuje stopniowo, nieuchronnie, jak odpływ ...". Kraus zaprzecza autentyczności przytoczonej notatki, popierając swoje twierdzenie wynikami analizy grafologicznej, które wskazują pełną zgodność charakteru pisma z autografami Garbandiera. Le Clerque zapewnia, że jest to wyrwany z kontekstu fragment rękopisu światowej sławy podróżnika, guru wędkarzy, Ahaba, który również publikował w "Trybunie Nauki". Wzmiankowany tekst odnosi się do zmagań z wielkim marlinem (wg innej lekcji Merlinem) i można go odnaleźć w drugim akapicie piątego rozdziału wspomnień Ahaba: "Pościg za Lewiatanem" (znanego też pod tytułem "Moby Dick"). Kraus tymczasem poddał analizie grafologicznej wszystkie zapisy zawarte na tej stronie internetowej i stwierdził, że: "Jest to tekst w stu procentach nieautentyczny!".

Incydent

Niestrudzony badacz spuścizny geniusza wszech nauk De Selby'ego, Hatchjaw, przestudiował archiwalne roczniki lokalnego tygodnika "Kroniki Skerries", gdzie w dziale dotyczącym wykroczeń odnalazł doniesienie o incydencie, w którym prawdopodobnie uczestniczył Wielki Empiryk. Pewien kuracjusz o inicjałach de S. po skonsumowaniu w niewielkim pubie o nazwie "Pewny odlot", pewnej ilości whisky zagryzanej imbirowymi ciasteczkami, zdecydowanie odmówił uregulowania rachunku. Swoją odmowę uzasadniał rzekomym brakiem związku przyczynowo-skutkowego między własną konsumpcją, a należnością, jakiej od niego zażądano. Stwierdził, że są to zdarzenia zupełnie przypadkowo współistniejące, a złudzenie związku przyczynowego jest wytworem umysłu, który buduje podobne fałszywe powiązania, by nie popaść w szaleństwo po uświadomieniu sobie absolutnej przypadkowości zjawisk. Właściciel pubu był tak zdumiony tymi tłumaczeniami, że na pomoc wezwał nie tylko policjanta, ale również lekarza oraz księdza. Sytuację udało się załagodzić dzięki interwencji innego kuracjusza, niejakiego Joyce'a, który uregulował należność pana de S. i załagodził incydent wysokim napiwkiem. Następnie zaprosił pana de S. na kolację do najlepszej restauracji, by przy okazji podyskutować o jego teoriach.
Oczywistym jest, konkluduje Hatchjaw, że nastąpiło spotkanie dwóch wielkich umysłów: de Selby'ego i Jamesa Joyce'a! To całkiem możliwe, komentuje du Garbandier, bo mniej więcej od tego momentu proza Joyce'a staje się bełkotliwa i kompletnie niezrozumiała. Przykładem tego destrukcyjnego oddziaływania de Selby'ego na twórczość Joyce'a, jest "Finnegans Wake" - autorytatywnie stwierdza du Garbandier.
Z wielkim entuzjazmem do odkrycia Hatchjawa odniósł się nieobliczalny Kraus, który oświadczył, że geniusz Wielkiego Balistyka przyćmił dokonania Joyce'a, a "Finnegans Wake" jest jedynie nieudolną próbą tłumaczenia fragmentów "Księgi".
Czytając dowolne komentarze na dowolny temat na dowolnej stronie dowolnego portalu globalnej sieci, odnoszę nieodparte wrażenie, że destrukcyjne oddziaływanie tego Oryginała de Selby'ego, zaczyna się gwałtownie rozszerzać, jak wirusowa epidemia atakująca umysły - podsumowuje Le Clerque.

Autograf

Inkryminowany Autograf

"Na stronie został umieszczony jedyny autograf de Selby'ego, co do autentyczności którego nie ma najmniejszej wątpliwości!" - oświadczył Hatchjaw. Kraus natomiast stwierdził, że jest to jedynie regest streszczenia kopii faksymiliów brudnopisowych notatek niejakiego Micka, który wysłuchał relacji sierżanta Pluga opisującej zeznania niejakiego Joyce'a, przypadkowego słuchacza sprzeczki w pubie, w którym doszło do gorącej dyskusji dotyczącej autentyczności pokazanego tu autografu Wielkiego Balistyka. Le Fournier zauważył, że jest to prawdopodobnie instrukcja obsługi słynnej skrzyni wodnej, która miała oczyścić atmosferę ziemską ze szkodliwego rzekomo tlenu. Garbandier wskazuje, że jest to nieudolny plagiat notatek z kursu matematyki z zakresu szkoły powszechnej o niskim poziomie nauczania. Bassett oświadczył, że whisky wykonana na podstawie zapisanego w autografie przepisu, miała wyjątkowo oryginalny smak (jego stan jest stabilny).
Zadanie dla czytelników: przetłumacz autograf przypisywany de Selby'emu na język algebry nieliniowej lub idiolekt doznań zmysłowych.

Desygnator sztywny

Kraus we wstępie do swojego monumentalnego "Leksykonu deselbiańskiego" poddał analizie nazwę "de Selby". Zainspirowany koncepcjami Fregego i Russella, uznał, że nazwa "de Selby" jest skróconym opisem albo skrótem opisu znaczenia rozpatrywanej nazwy. Pełne i wyczerpujące znaczenie nazwy "de Selby", według Krausa, będzie zawierała właśnie opracowywana przez niego nowa wersja "Leksykonu". Hatchjaw natychmiast zauważył, że "Opisy zawarte w jakimś niedopracowanym i rojącym się od błędów pseudoleksykonie podejrzanego autora, jakim bez wątpienia jest ten grafoman i fałszerz - Kraus, mogą, co najwyżej, zaciemnić lub przeinaczyć sens życia i twórczości świetlanej postaci, jaką niewątpliwie był de Selby!". Skromnie też wskazał na własne dzieło: "De Selby - niedoceniony geniusz", w którym zawarł wszystkie istotne informacje pozwalające zrozumieć znaczenie nazwy "de Selby". Dzieła Krausa i Hatchjawa nie mogą rościć sobie praw do określenia znaczenia nazwy "de Selby" - stwierdził Fournier, powołując się na analizy Kripkego. Nazwa nie ma znaczenia ale odniesienie, a więc opisy zawarte w wyżej wymienionych dziełach, określają jedynie odniesienie badanej nazwy. Nazwa "de Selby" posiada odniesienie w "każdym z możliwych światów", chociaż w innym świecie czy w innym stanie świata może posiadać odmienny zakres. Pewnie jest to zakres zerowy a sama nazwa jest pusta - złośliwie podsumował dotychczasowy przebieg dyskusji du Garbandier. Zresztą nawet gdyby de Selby miał jakieś znaczenie czy zakres, to i tak próba zupełnej deskrypcji jest beznadziejna. Suma logiczna wszystkich opisów odnoszących się do de Selby'ego musiałaby objąć całe istniejące oraz możliwe uniwersum, co jak wiadomo jest niewykonalne. "Gdybym posiadał szczyptę omnium albo garść ubika, to bez trudu mógłbym zrobić i opisać wszystko" - arogancko odpowiedział Hatchjaw. Natomiast co do Garbandiera, to jest to niewątpliwie nazwa pusta, która jest synonimem Krausa, którego zakres jest, jak powszechnie wiadomo, zerowy.

Dusza lub ciało

W swoim blogu Hatchjaw ogłosił: "De Selby w pewnym sensie żyje!"
Du Garbandier życzliwie przypomniał, że po swoim ostatnim eksperymencie bezoddechowego zasypiania, Wielki Empiryk został skremowany, a prochy, zgodnie z jego ostatnią wolą, zostały rozsypane nad oceanem. W ten sposób połączył się z wodą, którą uważał za pramaterię. Garbandier poprosił Hatchjawa, by raczył rozwinąć swoją śmiałą tezę, bo jeśli chodzi o banalne stwierdzenie, że myśl De Selby'ego inspiruje jego epigonów, zwłaszcza tak bezkrytycznych jak Hatchjaw, to istotnie: absurdalne dywagacje w deselbiańskim stylu są niezwykle żywotne.
Żywotne to są złośliwe zaczepki tego potwarcy Garbandiera - odpowiedział natychmiast Hatchjaw. Co do meritum, to Przyrodnik podejmował ryzykowne eksperymenty, ponieważ był pewny, że jego genialny umysł przetrwa destrukcję ciała.
To absurd! Stany umysłu są identyczne ze stanami fizycznymi, stąd zanik procesów fizycznych koniecznie pociąga zanik umysłu - replikował Garbandier.
Zakładając za Garbandierem, że stan umysłu jest identyczny ze stanem ciała, musimy wykluczyć możliwość samodzielnego i niezależnego wystąpienia, któregoś ze składników relacji identyczności - włączył się do dyskusji Kraus. Stąd wniosek, że umysł jest procesem fizycznym. Należy może zastanowić się nad pytaniem, czy zanik stanu umysłu pociąga koniecznie destrukcję stanu fizycznego rzekomo tożsamego ze stanem mentalnym. Czy pewien stan fizyczny pobudzenia włókien nerwowych nie może wystąpić bez odpowiedniego stanu mentalnego (i odwrotnie)? Stan fizyczny, np. pobudzenie określonych nerwów, musi pociągać powstanie konkretnego stanu mentalnego, ale dlaczego akurat tego stanu, a nie jakiegoś innego? Występuje tu jakiś dodatkowy przygodny składnik. Powstają tu problemy, które mogą podważyć tezę o identyczności umysłu i ciała, zwłaszcza, że intuicyjnie rozdzielamy umysł od ciała...
Pięknie dziękuję za tę obłudną i pokrętną obronę panie Kraus! - przerwał Hatchjaw. Wiem dobrze, że próbuje pan mnie zdyskredytować. Pana apologia jest fałszywa i dorównuje kłamliwym zarzutom Garbandiera. Zresztą o czym tu dyskutować, skoro wiadomo, że Kraus i Garbandier to pseudonimy tej samej osoby; dodajmy kompletnie zdemoralizowanego osobnika. Sądzę - zwracam się teraz do uczciwych czytelników! - że dusza de Selby'ego bytuje w zaświatach i stamtąd kontaktuje się z godnymi zaufania badaczami. Porozumienie z duchem de Selby'ego odbywa się pod postacią wizji sennych, podczas których przekazuje on wszystkie opowieści opisane potem w Deselbianach.
Ostrzeżenie! Nie należy przed snem oddawać się lekturze dzieł filozoficznych, zwłaszcza takich autorów jak Saul Kripke lub Willard Van Orman Quine.

Dygresje

Jedną z cech twórczości de Selby'ego, w opinii Krausa, była skłonność do niespodziewanej zmiany tematu. Przykładowo: rozpoczynał swoją pracę od analizy poziomu hałasu w pobliskim pubie w zależności od czasu pobytu oraz ilości skonsumowanych trunków, następnie niespodziewanie rozpoczynał dywagacje dotyczące malejącej siły nabywczej waluty oraz niemożliwości uzyskania błyskawicznych kredytów, by na końcu poruszyć odwieczne zagadnienie krążących gwiazd stałych, które obserwował powracając z pubu.
To opis pijackiej eskapady Garbandiera, a nie procesu twórczego Empiryka - złośliwie skomentował Hatchjaw.
Jak się właściwie wymawia to dziwaczne nazwisko: Hatchjaw? - zapytał du Garbandier.
Nazwisko nie ma znaczenia, a tylko oznacza - wtrącił się Le Clerque.
Znaczenie przedrostka "de" przed nazwiskiem Empiryka nie jest dotąd wyjaśnione - zauważył Bassett. Może ktoś wyjaśni, dlaczego nigdzie nie podano imienia Badacza - dodał Le Fournier.
Abstynencja niedogmatyczna, to jeden z kluczowych problemów życia i twórczości bezimiennego Empiryka - podsumował Henderson.

Niebiańska ankieta

Po jednym z wyjątkowo ciężkich ataków reumatyzmu de Selby zapisał w swoim dzienniku: "życie to jednak okropna mordęga!". Uznał, że korzystniejsza wydaje się egzystencja bezcielesna, czyli bytowanie w sferze duchowej. Oczywiście, wcielenie niesie za sobą pewne przyjemności; szczególnie niezwykłe doznania towarzyszące degustacji zimnego piwa w upalne popołudnie. Niestety, troski związane z zapracowaniem na cielesne przyjemności często przeważają nad radościami z ich doznawania. Stąd pomysł, by przeprowadzać odpowiednią kampanię informacyjną wśród czystych duchów. Dusze te powinny być zapoznane z losami ludzi, by mogły świadomie zadecydować o swoim ewentualnym wcieleniu. Badacz przygotował i przeprowadził odpowiednią ankietę, w której respondenci wskazywali na wady i zalety bytowania cielesnego. Ankiety rozdał osobom o dużym doświadczeniu życiowym, czyli stałym bywalcom pubów. Wypełnione arkusze ankiet były umieszczane w pustych butelkach po piwie. Po zakorkowaniu butelki były wyrzucane do pobliskiej rzeki. Według de Selby'ego butelki niesione nurtem dotrą do oceanu. Ocean, jak powszechnie wiadomo, jest gigantyczną rzeką, która spływając z krawędzi Ziemi tworzy kolosalny wodospad, gdzie wody ziemskie mieszają się z wodami tworzącymi sklepienie niebieskie. Butelki z ankietami, po długim dryfowaniu, powinny w końcu zostać wyrzucone na brzegi Wysp Szczęśliwych, gdzie zostaną odnalezione przez czyste duchy. Niestety, działalność Wielkiego Ankietera nie spotkała się ze zrozumieniem służb porządkowych. De Selby został zatrzymany przez sierżanta O'Briena na gorącym uczynku, gdy wrzucał do rzeki butelki z ankietami. Został oskarżony o celowe zanieczyszczanie środowiska i ukarany mandatem.
W swoim komentarzu Kraus stwierdził, że gdyby miał wybór, to nie dałby się wrobić w jakieś wcielenie, bo jak napisał Sebald "życie składa się głównie z niedoli". Hatchjaw poradził Krausowi, by zabrał się za jakąś pożyteczną pracę, a od razu przejdzie mu ochota na próżne narzekania. Najlepiej niech oczyści globalną sieć ze swoich pustych wypowiedzi - dodał du Garbandier.

Naukowy mistycyzm

De Selby przez cały okres swojej działalności naukowej miał problemy z finansowaniem własnych badań. Brak środków często uniemożliwiał przeprowadzanie skomplikowanych eksperymentów naukowych. Trudności te skłoniły Badacza do opracowania alternatywnej drogi poznania. Miało to być poznanie mistyczne w obrębie nauki. Po osiągnięciu mistycznej ekstazy, dusza miała komunikować się z Prawdą Absolutną i uzyskać odpowiedzi na wszelkie pytania. Niestety, droga mistycznego poznania okazała się nieskuteczna, ponieważ doznań mistycznych nie udawało się wypowiedzieć słowami, a i same pytania traciły jakiekolwiek znaczenie.
Hatchjaw wyraził oburzenie, że Kraus ośmiela się przypisywać de Selby'emu jakieś rozważania mistyczne, skoro jak powszechnie wiadomo, Badacz był czystym empirykiem. "Niełatwo mi to przychodzi, ale wyjątkowo zgadzam się z opinią Hatchjawa: Kraus wypisuje ostatnio kompletne banialuki! Czyżby typowo germańskie mistyczne odchylenie?" - zapytał Garbandier. "Wolałbym nie zaprzeczać, że jestem autorem powyższej notatki." - odpowiedział Kraus.

Trunek 5%

Zanim de Selby podjął swoją niezależną działalność na niwie nauki, musiał większość czasu poświęcać na sprawy bytowe. Imał się przeróżnych zajęć: jako kopacz torfu, ładowacz drewna, robotnik rolny, brukarz, akwizytor i wiele innych. W tym okresie życia polubił puby, gdzie mógł choć przez chwilę oderwać się od codziennej walki o byt. Jego marzenie o pracy naukowej wydawało się czystą fantazją. Archetypiczna odmiana losu nastąpiła wraz ze śmiercią dalekiego wuja z Ameryki, który w zapisie testamentowym pozostawił de Selby'emu rentę. Uzyskane środki pozwoliły na wynajęcie niewielkiego domku oraz zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych. De Selby mógł porzucić pracę zarobkową i przystąpić do upragnionych badań naukowych. Pierwszym projektem realizowanym przez Badacza było określenie ilości czasu poświęcanego przez przeciętnego obywatela na zapewnienie sobie i rodzinie podstawowej egzystencji. Na podstawie własnych doświadczeń i wywiadów przeprowadzanych wśród bywalców pubów, Badacz stwierdził, że "życie to trunek pięcioprocentowy!" Zaledwie 5% czasu poświęcamy na strawę duchową, przykładowo: puszczanie latawców, dłubanie w drewnie figurek, podśpiewywanie, grę w szachy, wyszywanie motywów ozdobnych, pielęgnowanie kwiatów, gapienie się na chmury itp. Pozostałe 95% ludzkiej egzystencji to marnie opłacany trud. Niewesołe wnioski z przeprowadzonych badań zmotywowały de Selby'ego do działania. Celem Badacza stało się uszczęśliwienie ludzkości i dążenie do odwrócenia proporcji, tak by "życie stało się silnym trunkiem, przynajmniej o mocy 95%". Stąd seria rowerowych eksperymentów mających zmienić dwukołowca w perpetuum mobile oraz niezwykła kolekcja eliksirów szczęścia nazywanych roboczo nalewkami.
Komentarze:
Le Fournier: "Intencje Badacza były zawsze głęboko humanistyczne".
Garbandier: "Czy próbę zduszenia życia na planecie w wyniku globalnego skroplenia tlenu też zaliczymy do działań humanistycznych?"
Hatchjaw: "Sugestia zawarta w pytaniu Garbandiera, jest nieuczciwa, bo wiemy, że intencją Badacza było stworzenie wodnego raju, a do tego potrzeba atmosfery beztlenowej."
Le Clerque: "Wydaje się, że de Selby odrobinę pobłądził w sprawie rzekomej szkodliwości tlenu, ale intencje miał szlachetne."
Henderson: "Na szczęście dla ludzkości niebezpieczne eksperymenty przeprowadzał na sobie i wszyscy wiemy, jakie były skutki jego prób z zasypianiem bezoddechowym".
Kraus: "Otrzymałem w prezencie jarzębiaczek podobno według receptury de Selby'ego; polecam!"

Prawdziwy przepis

De Selby wśród okolicznych mieszkańców uchodził za mędrca, ponieważ zauważono, że nie czytał gazet i nie oglądał telewizji. Bywalcy pubu "Pewny odlot" wspominają, że de Selby po skonsumowaniu kilku ciemnych piw, miał zwyczaj informować współbiesiadników, że posiada dostęp do prawdy, "...jaka by ona nie była!". Niestety dalszy wykład był zawsze ponad możliwości zrozumienia przygodnych słuchaczy, a wszystko kończyło się stanem w pewnym sensie kontemplacyjnym. Z pewnością degustacja piwa była elementem znanego projektu badawczego de Selby'ego. Zainteresował go fakt wyraźnie dla znawcy odczuwalnej różnicy w smaku i aromacie trunku w danym sezonie. Wywiad przeprowadzony w pobliskim browarze upewnił go, że przepis i technologia produkcji nie zmieniła się przynajmniej odkąd został konsumentem ciemnego piwa lokalnej marki. Skąd więc różnice wyczuwalne podczas degustacji? Próba odpowiedzi na to pytanie zmusiła Badacza do zgłębienia tajników rolnictwa, gleboznawstwa, hydrologii, meteorologii, chemii przemysłowej, fizyki, epistemologii i innych dziedzin wiedzy zarówno praktycznej, jak i teoretycznej. Ostatecznym celem badań i studiów miało być stworzenie receptury idealnej, tzw. prawdziwego przepisu. Niestety, absolutna prawda w dziedzinie warzenia piwa okazała się nieosiągalna nawet dla genialnego umysłu Empiryka. Podobno fiasko tego projektu badawczego skłoniło de Selby'ego do poszukiwań mitycznego Omnium zwanego Ubikiem, ale to już inna historia ...
Komentarze:
Dokonania naukowe Badacza potwierdzają, że posiadał on wgląd w prawdę, przynajmniej czasami. - podsumował Hatchjaw.
Jak można mieć wgląd w coś, co jest jedynie formą językową, a nie ma samoistnego bytu poza językiem? Możemy mówić jedynie o zgodności albo niezgodności z doświadczeniem. - stwierdził du Garbandier.
Pańska teza na temat prawdy, panie Garbandier, jest arbitralnym założeniem i nie widzę powodu, dla którego miałaby być uznana za słuszniejszą od absolutnej prawdy Filozofa. - odpowiedział Hatchjaw.
Panowie reprezentują dwa odmienne punkty widzenia na temat prawdy, a genialność Badacza polega na tym, że próbował obu ścieżek poznania. - zauważył Le Fournier.
Oczywiście, ma szanowny kolega absolutną rację; empiryczna ścieżka, to nadmierna degustacja trunku, a metafizyczna ścieżka, to próba uzasadnienia swojego nałogu poszukiwaniami absolutu. - złośliwie odpowiedział Garbandier.
Wydaje się, że Badacz próbował pogodzić racje ewidentnie sprzeczne, co potwierdza jedna z jego sentencji: "Ja nie podejmuję trudnych problemów, mnie zajmują sprawy niewykonalne!" - zakończył Kraus.

Ruch lewostronny

Wiadomo powszechnie, że na Wyspie obowiązuje ruch lewostronny. Sprawia to czasami kłopoty przybyszom z Kontynentu, jednak dla miejscowych zasada jest oczywista. Mimo to de Selby do momentu dożywotniego odebrania prawa jazdy, notorycznie mylił kierunki. Wyjątkowemu szczęściu możemy przypisać fakt, że kolizje spowodowane przez Badacza skutkowały co najwyżej drobnymi urazami uczestników. Grzywny i pouczenia nie poskutkowały i ostatecznie problemem niestandardowej jazdy de Selby'ego zajął się sąd. Badacz przyjął zaskakującą dla sędziów i ławników linię obrony. Stwierdził, że reguła ruchu lewostronnego nie daje się jednoznacznie zinterpretować: " ... to jest umowne, bo czemu lewego nie nazwać prawym? ... to tylko słowa, które oznaczają, a nie mają samoistnego znaczenia; ... jadę po lewej, ale względnie, bo ten z przeciwka widzi na odwrót; a jaką mamy pewność, że prawodawcy w przeszłości nie mieli na myśli na przykład zasady: jeśli jesteś zwrócony w kierunku jazdy i nadjeżdżajacy z przeciwka pojazd znajduje się po twojej lewej stronie, to taki sposób poruszania nazywamy ruchem lewostronnym ...". Zwrócono Badaczowi uwagę, że w ten sposób nie wyjaśnił częstych zmian strony jezdni, nawet w trakcie jednej podróży. De Selby odparł, że stosował silne kryterium użyteczności: "... jeżdżę jak mi wygodnie i gdzie potrzebuję ...". Apologia de Selby'ego odbiła się szerokim echem w pismach branżowych oraz wzbudziła gorące polemiki na forach internetowych (przez chwilę fraza "obrona de Selby'ego" miała w wyszukiwarkach więcej wyników, niż słynna "Obrona Sokratesa"!).
Absurd! - stwierdził du Garbandier - Przecież powszechnie zgadzamy się, czym jest ruch prawostronny. Nauczyliśmy się w praktyce stosować takie pojęcia i nie potrzebujemy jakichś wymyślnych reguł. Kryterium prawidłowego stosowania takiego pojęcia jest fakt skutecznego porozumienia. Po prostu dogadujemy się!
Chybiony atak panie Garbandier! - odpowiedział Hatchjaw. De Selby podważył regułę ruchu lewostronnego, a pan broni ruchu prawostronnego.
Wystarczy uwzględnić w rozważaniach kulistość Ziemi, by uchwycić myśl de Selby'ego - dodał Le Fournier.
Znam rozwiązanie paradoksu de Selby'ego - oświadczył Kraus - to ruch jednokierunkowy i tylko do przodu!

Pewny sernik

Wielką popularnością cieszyło się dzieło de Selby'ego "Album wiejski". Było to nowatorskie połączenie poradnika domowego z rozważaniami paranaukowymi. Koncepcję autora można przedstawić na przykładzie jednego z rozdziałów książki zatytułowanego "Pewny sernik". Po przedstawieniu siedmiu przepisów na serniki, autor przeanalizował wpływ różnych składników na jakość ciasta. Wnioski były jednoznaczne: właściwości sera mają decydujący wpływ na cechy sernika, a jakość sera jest raczej nieprzewidywalna, stąd rygorystyczne stosowanie się do przepisu nie daje pewności wyniku. Proponowane przez de Selby'ego rozwiązanie problemu niepewności (nieoznaczoności wg niejakiego Heisenberga): "Nie stosuj niepewnego składnika, w tym przypadku sera, a masz pewność wyniku doświadczenia: sernik się nie uda!".
Gdyby wszyscy stosowali się do propozycji de Selby'ego, to nie byłoby postępu w żadnej dziedzinie i pewnie ludzie nadal żywiliby się jedynie jagodami i grzybami - skomentował du Garbandier.
Jest to kolejna wypowiedź potwierdzająca brak kompetencji lub nieżyczliwość Garbandiera! Każdy uczciwy badacz wie, że wszystkie ogólne zasady można stosować jedynie do przypadków konkretnych; tak jak to zrobił de Selby na przykładzie sernika - odpowiedział Hatchjaw.
Wypróbowałem przepis na "pewny sernik" i potwierdzam konkluzję de Selby'ego - podsumował Kraus.

Egoistyczny altruizm

Panie z towarzystwa dobroczynnego zauważyły, że de Selby nigdy nie bierze udziału w akcjach charytatywnych. Kiedy jedna z aktywistek zwróciła się bezpośrednio do Badacza w sprawie ewentualnego datku, ten dosyć szorstko odpowiedział, że akceptuje jedynie dobroczynność indywidualną świadczoną bez rozgłosu. Du Garbandier zauważył, że jest to typowy unik wszystkich dusigroszów i skąpców. Hatchjaw, oburzony insynuacją Garbandiera, zobowiązał się przedstawić wkrótce "długą listę zacnych uczynków wielkiego Przyrodnika!". De Selby był wyznawcą teorii egoistycznego altruizmu - stwierdził Kraus. Przyjemność jaką uzyskujemy pomagając bliźniemu jest bezpośrednią nagrodą za nasz godziwy czyn. Stąd oczywisty egoizm darczyńcy, który zyskuje emocjonalnie w postaci satysfakcji z dobrego uczynku, a często również społecznie z uwagi na szacunek jakim jest darzony przez grupę, nie wspominając o skarbie jaki gromadzi w niebie. Nie ma więc w działalności pomocowej bezinteresowności, a własna korzyść to atrybut egoizmu. Hatchjaw zadeklarował, że sprawi mu wielką satysfakcję wypróbowanie sieciowego anihilatora treści absurdalnych i niepożądanych na "tych krausowskich wypocinach w bezczelny sposób wypaczających myśl de Selbiego!".

Magiczna górka

De Selby realizując swój słynny projekt badawczy poszukiwania najniższej góry, zwanej górą minimalną, przestudiował setki map topograficznych oraz przeczytał dziesiątki dzienników podróży. W jednej z takich relacji natknął się na wzmiankę dotyczącą "magicznej górki". Podobno znany podróżnik Yorick odbywając swoją le grand tour zboczył z utartego tradycją szlaku i znalazł się daleko na Wschodzie, wśród jezior i moczarów w pradawnej puszczy bukowej, gdzie miejscowi pokazali mu niezwykłe miejsce. Na starym leśnym szlaku było niewielkie wzniesienie, na które przedmioty takie jak butelki z płynem, czy kule bilardowe, wtaczały się bez nadawania im pędu. De Selby uznał, że w miejscu tym można wybudować ekologiczną elektrownię wykorzystującą miejscowe zakłócenia grawitacji lub "...szybko zbić naprawdę dużą kasę sprzedając bilety ciekawskim turystom...". "Górka może i magiczna, ale pomysły de Selbiego sprowadzają się zawsze do tego, by bez wysiłku dużo zarobić." - zauważył Garbandier. "Pamiętajmy, że Badacz zdobyte fundusze zamierzał przeznaczyć na działalność naukową służącą ludzkości! - ripostował Hatchjaw. "Nie możemy oskarżać Empiryka o pazerność, ponieważ jeśli gdzieś w świecie występują odstępstwa od fizycznej zasady grawitacji, to ekonomiczna zasada ciążenia ku wzbogaceniu jest chyba bezwyjątkowo obowiązująca." - gorzko podsumował dotychczasową dyskusję Le Clerque. "De Selby zamierzał wybudować na magicznej górce schody niemożliwe według projektu Eschera, po których będziemy wchodzić wiecznie w dół albo schodzić wiecznie w górę." - dodał, jak zwykle bez związku, Kraus.

Skamieniała rzeczywistość

Po żmudnych badaniach w swoim domowym laboratorium urządzonym w salonie, de Selby odkrył "luzy" w tkance wszechświata; "...bo gdyby nie pewien stopień swobody, to świat byłby skamieniały". Kolejna seria eksperymentów wykazała, że "luzy" wykazują znaczącą tendencję, jakby ukierunkowanie, np. z góry na dół, z ciepłego w zimne, z młodości w starość, z porządku w bałagan, z pełnego kufla w pusty. Po wielokrotnym powtórzeniu eksperymentu z opróżnianiem kufla w pobliskim pubie, Badacz umocnił się w przekonaniu, co do ukierunkowania procesów zachodzących we wszechświecie, a to dowodzi wpisanego w strukturę rzeczywistości przymusu. Stąd wniosek, że swoboda jest pozorna, a świat jest jednak "skamieniały". Może chociaż myśl nie podlega petryfikacji? Niestety, to tylko złudzenie, bo myśl się krystalizuje, a więc kamienieje absolutnie.

Apedagogika

Wiadomo, że de Selby w trakcie swojego długiego życia, zgodnie z obowiazującym paradygmatem, wielokrotnie zmieniał profesje. Miał również epizod związany z działalnością dydaktyczną. Zaproponowano mu udział w eksperymencie polegającym na praktycznym zastosowaniu zasad nauczania nazywanych antypedagogiką. Spośród wielu kandydatów wybrano de Selby'ego z uwagi na jego wyjątkowe kwalifikacje, a właściwie ich brak, bo jak wiadomo, nie ukończył on nawet podstawowej szkoły powszechnej; wcześnie osierocony musiał podjąć pracę. Pokonując przeszkody, dzięki samodyscyplinie i intensywnemu samokształceniu, został wybitnym przedstawicielem bezkompromisowej nauki niedogmatycznej. W myśl zasady mówiącej, że uczeń wie lepiej, co jest mu potrzebne, de Selby pozwolił wychowankom na spontaniczność i swobodę samokształcenia. Niestety fundusze przeznaczone na roczny eksperyment zostały wyczerpane w miesiąc. Część wychowanków de Selby'ego zdążyła w tym czasie zapoznać się z miejscową izbą z objawami zatrucia alkoholowego i nikotynowego, kilku trafiło do aresztu pod zarzutami udziału w bijatykach, niektórzy dostali niestrawności od nadmiaru słodyczy. W podsumowującej eksperyment ankiecie uczestnicy zgodnie potwierdzili skuteczność zastosowanej metody pedagogicznej i jednomyślnie wyrazili wolę kontynuowania eksperymentu pod kierownictwem de Selby'ego. Niestety przedstawiciele władz oświatowych oraz rady rodziców nie podzielili entuzjazmu wychowanków i ostatecznie zrezygnowali z dalszych badań antypedagogicznych.
Zastanawiające, że droga życiowa de Selby'ego właściwie potwierdza skuteczność autodydaktyki i samowychowania, mimo to eksperyment z klasą młodzieńców lokalnej szkoły zawodowej, nie zakończył się sukcesem. - z żalem stwierdził Hatchjaw. Porażka była pewna od momentu, kiedy wychowankom z góry wypłacono wysokie kieszonkowe, którym mieli rozsądnie gospodarować przez cały rok szkolny. - zauważył Le Fournier. Metoda hartowania woli stosowana przez de Selby'ego sprowadzająca się do wieczornych wypraw do pubów lub klubów nocnych może śmiało być zaliczona do antypedagogiki. - zauważył prowokacyjnie Garbandier. Gdyby we właściwym czasie w procesie wychowania wielce szanownego pana Garbandiera nie zabrakło dyscypliny, to dzisiaj nie musielibyśmy znosić jego złośliwych komentarzy. - ripostował Hatchjaw. Z moich dogłębnych badań historycznych i filologicznych wynika, że istota zasady apedagogiki została zawarta w zwięzłej pradawnej sentencji: "Z pustego to i Salomon naleje." - podsumował Kraus.

Migotanie neuronowe

Niestety, niewiele wiemy o jednym z kluczowych eksperymentów de Selby'ego polegającym na uzyskaniu sprzężenia zwrotnego między stanem umysłu a materialnymi strukturami mózgu. Za pomocą precyzyjnie skomponowanego koktajlu składającego się z własnoręcznie wykonanych nalewek, Empiryk wprowadził swój umysł w stan nadprzewodnictwa intelektualnego. Spotęgowane w ten sposób procesy myślowe doprowadziły do błyskawicznych zmian w sieciach neuronowych, które natychmiast skutkowały przeskokiem na wyższy orbital intelektu, co automatycznie wywołało następną falę strukturalnych przemian mózgowych, a w konsekwencji zapętlenie procesu nazwane potem w specjalistycznych publikacjach migotaniem neuronowym. Nie wiadomo jaki byłby finał eksperymentu, gdyby alarm budzika nie wyrwał de Selby'ego z zapętlenia mózgowego. Doświadczenia nie udało się powtórzyć, ponieważ Badacz nie był w stanie przypomnieć sobie receptury pobudzjącego umysł drinka; natomiast w rezultacie wielokrotnych prób ustalił przepis na napój poprawiający nastrój i łagodnie usypiający.
Prawdopodobnie stan migotania neuronowego zintensyfikował geniusz de Selby'ego. - zauważył ostrożnie Hatchjaw. Rezonans umysłowo-neuronowy mógł doprowadzić do przyspieszonej ewolucji mózgu. - stwierdził Bassett. Albo do zapaści wywołanej przedawkowaniem alkoholu, ale już na pewno - do monstrualnego kaca! - szyderczo skomentował Garbandier. Niepublikowane dotąd notatki de Selby'ego wskazują, że każdemu przeskokowi na inny orbital umysłowy, towarzyszyły alternatywne wizje rzeczywistości, co zdecydowanie utrudniło Badaczowi znalezienie się w świecie aktualnym. - dodał Kraus. Analiza życia i dorobku de Selby'ego wskazuje, że nigdy nie był on w pełni obecny w aktualnej rzeczywistości. - podsumował dyskusję le Clerque.

Powrót do początku strony.
Kontakt